piątek, 3 lutego 2017

M. Łuszczyna, Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne


Pamiętacie Państwo burzę, jaka rozpętała się przed ośmiu laty po publikacji „Sąsiadów” J.T. Grossa? Skrajne emocje rozgrzały wówczas debatę publiczną do czerwoności. Tym razem kij w mrowisko próbuje wsadzać dziennikarz Marek Łuszczyna, publikując reportaż historyczny poświęcony polskim obozom koncentracyjnym. Użyte w tytule książki sformułowanie z pewnością wywoła nową falę oburzenia, jednak jako naród nie możemy pozwolić, aby przykryła ona historyczną prawdę. A jest ona taka, że w latach 1945-1950 w Polsce funkcjonowało ponad dwieście obozów pracy przymusowej oraz obozów koncentracyjnych, utworzonych z wykorzystaniem infrastruktury wybudowanej w czasie wojny przez nazistów. Osadzano w nich nie tylko hitlerowskich funkcjonariuszy i żołnierzy, nie tylko rodowitych Niemców, lecz także Ślązaków, Ukraińców, Łemków i Polaków. Za druty trafiali bez różnicy członkowie NSDAP, powstańcy śląscy, volksdeutsche, zwykli cywile, przedsiębiorcy, „bogacze” – wszyscy, którzy uznani zostali za wrogów przez władze komunistyczne. Wśród więźniów były całe rodziny z dziećmi. Ludzie umierali z głodu, zimna, od chorób, umierali także w wyniku nieludzkiego traktowania, bicia, tortur, byli mordowani, a nawet dosłownie obdzierani ze skóry.

Obozy podlegały nie tylko Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego, lecz także Centralnemu Zarządowi Przemysłu Węglowego. Te drugie dostarczać miały niewolnych robotników do pracy w kopalniach węgla kamiennego. Mordercza praca nie chroniła jednak więźniów przed maltretowaniem, torturami, upodleniem i morderstwami. Marek Łuszczyna opowiada mikrohistorie, pisze o konkretnych, znanych z imienia i nazwiska osobach, katach i ofiarach. Podaje też przykłady komendantów o skłonnościach psychopatycznych i pisze wprost o dokonywanych za drutami bestialstwach. Ale to nie poszukiwanie sensacji jest w tej książce najważniejsze.

Książka Marka Łuszczyny nie jest naukowym dziełem historycznym. To opracowanie popularne, napisane z dziennikarską błyskotliwością, językiem przystępnym dla szerszej publiczności. Autor opowiada o rzeczywistości znanej historykom (wiele materiałów na ten temat można znaleźć także w Internecie, tutaj podam odnośnik do strony poświęconej największemu obozowi pracy w powojennej Polsce, nadzorowanemu przez MBP obozowi w Jaworznie: http://www.obozdwochtotalitaryzmow.pl/o2t/centralny-oboz.html; tam też odsyłacze bibliograficzne do opracowań naukowych), nie funkcjonującej jednak dotychczas w świadomości społecznej. Dzięki Małej zbrodni problematyka polskich obozów koncentracyjnych ma szansę wreszcie się do niej przebić. Może też uda się pokonać mur milczenia, na jaki napotykają ci, którzy chcą w interesie społecznym ujawniać prawdę o obozach i towarzyszących im masowych grobach. Prawda ta jest niewygodna politycznie, choć materiały źródłowe są dla historyków dostępne bez ograniczeń.

Jest niezmiernie ważne, abyśmy uświadomili sobie, że nasze dzieje to nie tylko husaria pod Wiedniem i tyleż wyjaskrawione, co nieprawdziwe legendy o bitwie na Psim Polu czy „żołnierzach wyklętych”. Historia Polski ma także ciemniejsze karty, które musimy poznawać. Lata następujące po wyniszczającej, totalnej wojnie, były okresem demoralizacji jednostek i formujących się dopiero instytucji państwa, którego ostateczny kształt był jeszcze niejasny, trwających nadal walk i bolesnego wychodzenia z chaosu. Musimy przyjąć do wiadomości, że w tym wrzącym tyglu dochodziło także do zbrodni popełnianych zarówno przez aparat państwowy, jak i przez grupy powstańcze czy lokalne społeczności, przez Polaków działających w imię różnych ideologii i wartości. „Przepracowanie” traum narodowych potrzebne jest przede wszystkim nam samym, ale także potrzebujemy przejścia przez ten psychologiczny proces, by na zdrowych zasadach, w prawdzie, nie w fałszu, układać stosunki z naszymi sąsiadami zarówno z zachodu, jak i wschodu.

M. Łuszczyna, Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne, Znak Horyzont 2017



1 komentarz: