niedziela, 21 grudnia 2014

L. Febvre, H.-J. Martin, Narodziny książki


Dzięki znakomitej serii „Communicare”, publikowanej przez Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, do rąk polskiego czytelnika trafił wreszcie, po upływie półwiecza od jego powstania (dzieło napisane zostało w pierwszej połowie lat 50. XX wieku), wybitny podręcznik historii książki drukowanej. O potrzebie jego przetłumaczenia i publikacji w Polsce mówiło się już od co najmniej dwudziestu lat. Pomimo że praca ta ukazała się z tak znacznym opóźnieniem, do tej pory nie dysponowaliśmy lepszym, czy choćby porównywalnym podręcznikiem. Zalecane dotychczas studentom kierunków bibliologicznych jako lektury różne zarysy dziejów książki obarczone są pewnym bagażem błędów i niedoskonałości, ponadto są raczej powierzchowne i omawiają tematykę dość pobieżnie. Prace nad nowym polskim podręcznikiem historii książki rękopiśmiennej i drukowanej przedłużają się i nie wiadomo, kiedy doczekamy się ich sfinalizowania.

Nawiasem mówiąc, kilka innych książek z tej samej serii WUW zawiera ciekawe fragmenty dotyczące historii książki, szczególnie rękopiśmiennej, jak choćby dzieło Pawła Majewskiego, Pismo, tekst, literatura : praktyki piśmienne starożytnych Greków i matryca pamięci kulturowej Europejczyków, Warszawa 2013, dlatego też wiele tomów z serii „Communicare” godnych jest polecenia wszystkim osobom zainteresowanym nie tylko problematyką komunikacji społecznej, ale także bibliologii historycznej.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

H. Szołdrska, Polska wczesnodziejowa


Mało chyba znana obecnie książka, którą powinno się nie tylko wznowić, ale także napisać jej ciąg dalszy. A może wręcz stworzyć całą serię…? Błędy historyczne w dziełach kultury popularnej mnożą się w zastraszającym tempie.


„Halszka Szołdrska, która ukończyła studia archeologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i jest autorką wielu powieści historycznych, skonfrontowała wyniki badań archeologów i historyków z obrazem przedstawianym w utworach literackich i reportażowych. Rezultaty okazały się zaskakujące. W znacznym stopniu obraz ten niezgodny jest z ustalonymi przez naukę faktami, często zaś skrajnie zmitologizowany. Większość z ukazanych błędów lub zafałszowań ukazuje naszą przeszłość w barwach ciemnych, poziom kultury niezwykle niski, niekiedy niejako wbrew koncepcji ogólnej autorów, których zamiarem jest stworzenie artystycznego kontrastu dla przedstawianych stron pozytywnych. Z tego powodu wyraźnie określona teza pracy może stać się źródłem nieporozumień, gdyż zdaje się lansować pogląd o potrzebie apologetycznego stosunku do własnych dziejów. Należy więc chyba podkreślić, że nie o to chodzi. Autorka nie występuje przeciwko uzasadnionemu krytycyzmowi wobec wad narodowych, lecz przeciwko tym, którzy dla efektu artystycznego gotowi są poświęcić prawdę, którzy wykorzystują uczciwość badaczy mówiących otwarcie o hipotetyczności wielu swych sądów i luki w naszej wiedzy o przeszłości wypełniają fantastycznymi teoriami. Celem tej pracy jest bowiem pokazanie twórcom i czytelnikom ulegającym ich sugestywnej wizji, że granicą dla artystycznej wyobraźni powinna być wiedza oraz że historię można fałszować mając nawet najlepsze intencje, jeśli budując jej obraz stosuje się zasadę ‘cel uświęca środki’. Niezależnie od głównej idei książka zawiera niemałą ilość informacji o okresie piastowskim, przedstawionym w swoistym wyborze limitowanym zakresem błędów faktograficznych powieści historycznej”.


A cóż dopiero powiedzieć o powieściopisarzach zwyczajnie niedouczonych…

Halszka Szołdrska, Polska wczesnodziejowa : wizja literacka i fakty naukowe, Ossolineum, Wrocław 1979

sobota, 13 grudnia 2014

Szwajpolt Fiol i jego druki cyrylickie

„Najciekawsza wówczas [w latach 90. XV w.] jest inicjatywa Szwajpolta Fiola z Frankonii, który za poparciem Jana Turzona, bogatego kupca krakowskiego, założył w 1490 r. drukarnię, w której wydał cztery duże księgi liturgiczne do obrządku kościelnego prawosławnego, w języku cerkiewno-słowiańskim, czcionką cyrylicką, dając tym początek całemu drukarstwu cyrylickiemu. Dwa pierwsze druki były datowane (1491 r.): ‘Hymny’ św. Jana z Damaszku (‘Osmoglaśnik’) i zbiór modlitw kanonicznych (‘Časoslov’). Natomiast dwa następne, rytuał wielkanocny i rytuał wielkopostny [‘Triod’ cvetnaja’ i ‘Triod’ postnaja’], ukazały się bez dat, prawdopodobnie już po zamknięciu drukarni w 1492 roku z rozkazu biskupa krakowskiego. Produkcja warsztatu Fiola niewątpliwie nastawiona była na zaopatrzenie rynku wschodniego – ruskiego, ukraińskiego, może nawet moskiewskiego – w każdym razie prawosławnego, co jest niezwykle śmiałym pomysłem, jak na XV-wieczne drukarstwo krakowskie” (B. Bieńkowska, H. Chamerska, Zarys dziejów książki, Warszawa 1987, s. 129). Ta kalkulacja ekonomiczna okazała się, jak świadczą liczne egzemplarze zachowane na terenach Rosji, Ukrainy i Białoruski, słuszna. Sam Szwajpolt Fiol został oskarżony przed sądem biskupa krakowskiego o herezję. Niektórzy badacze uważają, że powodem oskarżenia był druk ruskich ksiąg liturgicznych, choć nie ma na to dowodów.

W bibliotece cyfrowej polona.pl dostępne są elektroniczne faksymile dwóch druków Fiola: ‘Triod’ cvetnaja’ (http://polona.pl/item/416187/8/) i ‘Triod’ postnaja’ (http://polona.pl/item/412064/3/).

Więcej o Szwajpolcie Fiolu zob: M. Błońska, Próba nowego spojrzenia na dzieje krakowskiej oficyny drukarskiej Szwajpolta Fiola (około 1483-1491), „Rocznik Biblioteki Narodowej” 4 (1968), s. 51-62; Drukarze dawnej Polski od XV do XVIII wieku, t. 1, cz.1, Wrocław 1983, s. 25-39; P. Buchwald-Pelcowa, Cenzura w dawnej Polsce : między prasą drukarską a stosem, Warszawa 1997, s. 126-128;
J. Pirożyński, H. Bułhak, Ponownie o Szwajpolcie Fiolu oraz o innych pionierach drukarstwa cyrylickiego w XVI-XVI w. Uwagi na marginesie nowej pracy E.L. Niemirowskiego, „Roczniki Biblioteczne” R. XLI: 1997, z. 1-2, s. 13-28.

Śmierć ostatnich książąt mazowieckich

Przedwczesne i tajemnicze zgony ostatnich książąt z mazowieckiej linii Piastów w latach 1524 i 1526 (obaj książęta rozstali się z życiem w wieku 24 lat), stały się przyczyną wielu spekulacji i teorii spiskowych, snutych zarówno przez współczesnych, jak i historyków. Ponieważ ci pierwsi nie przyjmowali jako wyjaśnienia naturalnych przyczyn tych śmierci, szukali zaś winnych zgładzenia książąt, ta dramatyczna historia zaprowadziła na szafot i stos wiele dalszych osób. Nie rekonstruując w tym miejscu przebiegu wydarzeń zacytujmy jedynie opis egzekucji dwu nieszczęsnych niewiast skazanych za otrucie księcia Janusza. Nie jest to źródło historyczne, lecz relacja literacka, zachowująca jednak historyczne realia. Autorem tego apokryfu był Marian Wawrzeniecki, który wydał go w 1906 r. pod tytułem „Ucieszne teatrum albo sprawiedliwe niektórych niewiast karanie u Warszawy”.

Livraria Lello w Porto

Niedawno w Internecie popularne stały się zestawienia prezentujące najpiękniejsze księgarnie świata. Dziś więc kilka słów na ten temat.

„- Formalnie rzecz biorąc, znajdujemy się w tym rankingu na trzecim miejscu – mówi Antero Braga, dyrektor generalny Livraria Lello w Porto. – Ogłosił go przed kilku laty brytyjski dziennik ‘The Guardian’, a dzięki Internetowi obiegł cały świat. Proszę jednak zauważyć, że dwie pierwsze nie powstały jako księgarnie. Numer jedne na tej liście, Boekhandel Selexyz Dominicanen w Maastricht, mieści się w opuszczonym kościele dominikańskim, wzniesionym ponad osiemset lat temu. Jeszcze niedawno była tam przechowalnia rowerów. Projektanci zachowali surowe, minimalistyczne wnętrza świątyni, dodając ultranowoczesne wyposażenie. Z kolei El Ateneo w Buenos Aires należałoby umieścić na drugim krańcu skali estetycznej, bo na jej potrzeby zaadaptowano XIX-wieczny teatr, pozostawiając scenę, loże, balkony, bogate sztukaterie, a nawet purpurową kurtynę. Nie odbieram im piękna, ale porównanie nie jest sprawiedliwe, bo tylko nasza księgarnia, a dokładniej kilkupiętrowa gotycka kamieniczka, jaką od piwnic po poddasze zajmuje, została wzniesiona dokładnie w tym celu.

piątek, 12 grudnia 2014

M. Kamler, Złoczyńcy. Przestępczość w Koronie

W dawnych wiekach książki budziły więcej emocji niż dziś, a czasem padały także łupem złodziei. Kto dziś rabowałby książki…?

„W Krakowie w 1569 r. dwaj złodzieje ukradli dwa worki z przyprawami korzennymi i cukrem z piwnicy w kamienicy krupczyńskiej, a następnie wyłupali pobliski kram, skąd wzięli 24 książki. Sprzedali 6 książek po 2 i 3 gr, resztę im ukradziono. Nie wiadomo, jakie to były książki, a miejsce kradzieży świadczy, iż nie należały one do prywatnego księgozbioru. Podczas rabowania Brogu w 1574 r. przypadkowy złodziej ukradł torbę z księgami, prawdopodobnie religijnymi. W 1595 r. ukradziono w Krakowie 3 zapewne maleńkie książeczki („tak wielgie jako opłatki”), które złodziej sprzedał księżom na ul. Grodzkiej. W 1594 r. Jan żak, krakowski awanturnik uliczny, ukradł jakieś książki z komory u bakałarza. Natomiast w 1647 r. Michał Czarkiewicz – zawodowy złodziej i włamywacz, być może także fałszerz pieniędzy, wcześniej przez rok kleryk (zapewne w Krakowie) i przez pół roku franciszkanin (we Lwowie, opuścił zakon po bójce z prowisem) – służąc w Krakowie u pani Mazurkiewiczowej, zapewne żony kupca, ukradł u niej korzenie (wziął za nie około 50 zł) i "książki oprawne”, które sprzedał za 12 zł, a więc za kwotę dość znaczną. Z Lublina mamy informację z 1625 r. o rabunku na gościńcu przez 4-osobowe towarzystwo wozu żydowskiego, z którego zabrano m.in. księgi żydowskie. W księgach poznańskich odnotowano cztery kradzieże książek. W 1592 r. jakieś książki ukradł Maciej Oleszko, a w 1620 r. Szymon Szarlejski „wlazł był do stajni i wziął tam dwoje książek […] które […] leżały w łubie niezawarte”, a następnie sprzedał je za 12 gr studentowi. Dwie pozostałe informacje są bardziej interesujące. W 1618 r. były rzemieślnik Dybicki, rodem z Krakowa, rozciął tłumok skórzany należący do niejakiego Czołowskiego i ukradł z niego księgi Jana Kochanowskiego, pozostawiając inne znajdujące się w nim przedmioty. Być może księgi te miały cenne oprawy, ale może to również świadczyć o łatwości sprzedaży książek poety, a więc o jego ówczesnej popularności, jednak mogło być i tak, że tłumok ów nie zawierał niczego innego, co byłoby warte kradzieży. W 1623 r. Baltazar Koziełek, który wcześniej kształcił się w szkole przy poznańskiej farze, ukradł w kamienicy aptekarki „Pani Jerzynie Graczowej […] książki aksamitne czerwone, srebrem oprawne pozłacane, z których srebro złupił i przedał je za złotych cztery. Drugie księgi w czarnym aksamicie oprawne, srebrem pozłociste, między tymiż książkami był też psałterz Kochanowskiego i officium, które przedał w Lublinie żakowi za fl. półtora. Także książek w czapie czarnej z kliazurami srebrnymi tylko, a książek różnych ośmioro” oraz wiele bardzo cennych przedmiotów. Wszystko to sprzedał częściowo Żydowi w Gnieźnie, częściowo w Lublinie. Interesująca sprawa, plasująca się na pograniczu przestępczości kryminalnej, toczyła się w latach 1601-1603 w Warszawie. Oto Jan Krągowski, pisarz ławniczy warszawski, podpisał swoim nazwiskiem księgi pożyczone od mieszczanina warszawskiego Jana Badowskiego, przywłaszczając je sobie w ten sposób. Następnie po śmierci Badowskiego zażądał od spadkobierców ich oddania, a w wywołanej przez siebie zwadzie ulicznej groźnie poranił syna owego Badowskiego. Sprawa, w której Krągowski był oskarżony o pospolity gwałt (został uwieziony, w wyniku apelacji do króla uwolniony, następnie jakoby ukrywał się półtora roku), ciągnęła się przeszło dwa lata. Można przypuszczać, ze albo Krągowski był zapamiętałym bibliofilem, skoro posunął się aż do fałszerstwa i gwałtu, by wejść w posiadanie tych książek, albo miały one znaczną wartość, co wydaje się o wiele bardziej prawdopodobne.

Podawane przez niektórych złodziei kwoty, jakie otrzymywali za sprzedane książki, nic nam nie mówią, bowiem ceny uzyskiwane za przedmioty pochodzące z kradzieży bywały wielokrotnie niższe od ich rzeczywistej wartości. Istnienie wśród nich książek Kochanowskiego, zwłaszcza jego psałterza, a także innych bogato oprawnych ksiąg, potwierdza powszechnie znany fakt posiadania przez zamożnych mieszczan niekiedy licznych i cennych księgozbiorów. Czasami ukradzione książki kupowali księża i studenci, co jest zrozumiałe, ponieważ były to grupy czytające niejako z zawodu. Zdarzało się, że z bogatych opraw zdzierano srebrne ozdoby i sprzedawano je oddzielnie, co było powszechną praktyką wśród złodziei, którzy często odrywali srebrne zdobienia (np. z kradzionych szabel) i sprzedawali je osobno”.

M. Kamler, Złoczyńcy. Przestępczość w Koronie w drugiej połowie XVI i w pierwszej połowie XVII wieku (w świetle ksiąg sądowych miejskich), Warszawa 2010, s. 249

B. Blech, R. Doliner, Tajemnice Kaplicy Sykstyńskiej

Ciekawostka na półkę z kuriozami. Michał Anioł był judaizantem, znawcą filozofii i teologii żydowskiej (Talmudu, midraszy i kabały). W swoich dziełach w Kaplicy Sykstyńskiej zawarł ukryte judaistyczne przekazy. Z tego też powodu kiedy pracował nad zdobieniem malarskim Sykstyny, w każdej chwili groziła mu śmierć. Rzym pierwszej połowy XVI wieku zrównany został z nazistowskimi Niemcami. „Il Terribile” w języku włoskim ma tylko jedno znaczenie – Groźny, a papież Juliusz II zyskał ten przydomek dlatego, że był Hitlerem i Stalinem swoich czasów. Słowo „intelektualista” wywodzi się z łacińskich „inter” oraz „leggere” (sic), co oznacza czytanie między wierszami, bo tym się właśnie zajmuje intelektualista. Kaplica Sykstyńska jest dokładną, pełnowymiarową repliką Świątyni Jerozolimskiej. Te i inne perełki kretyństwa do przeczytania w tej jedynej i niepowtarzalnej książce.

Benjamin Blech, Roy Doliner, Tajemnice Kaplicy Sykstyńskiej, Rebis, Poznań 2009

B. Jezernik, Dzika Europa

Bałkany przedstawione w książce Božidara Jezernika to dziwny świat pomiędzy Wschodem a Zachodem, Europą i Azją, cywilizacją i barbarzyństwem. Dla Europejczyków Bałkany w ciągu XIX i XX wieku były światem egzotycznym, prawie-orientem. Przybysze z Zachodu nie rozumieli Bałkanów, szukali w nich egzotyki, niezwykłości, a przy tym traktowali je pogardliwie, z poczuciem własnej wyższości. Szczególną wzgardę wzbudzali ci mieszkańcy regionu, którzy się westernizowali, przyjmowali europejską modę i obyczaje. Bowiem bałkański „dzikus” ubrany w zachodni strój „przypomina wszystko tylko nie dżentelmena”, staje się żałosny.

Dziś już raczej nikt nie ma wątpliwości, że linia podziału biegnie raczej między północą a południem niż między wschodem a zachodem. Niemniej spory co do zdefiniowania Bałkanów nadal trwają. Sytuacja była prostsza, gdy znajdowały się one pod władzą osmańską. Kiedy jednak Imperium zaczęło się kruszyć, kiedy poszczególne kraje i narody zyskiwały jeśli nie niepodległość, to przynajmniej jakąś formę autonomii, zaczęły się problemy. Problemy polegające na tym, że Bałkany należało jakoś przyporządkować. Niby to Europa, ale jednak nie do końca… Dostrzeżono, że są swoje, a jednak obce, znane, a jednak zapoznane. Był to międzyświat bliski geograficznie, lecz odległy kulturowo, świat będący grą romantycznej wyobraźni i pełen stereotypów.

A wszystko przez Turków, którzy stworzyli ten przedziwny zlepek, prawdziwy tygiel cywilizacyjny. Stąd też znaczna część książki Jezernika poświęcona jest Osmanom, muzułmanom, „Turkom”. Bałkany w oczach Europejczyków dziedziczyły wszystkie grzechy tureckiego Orientu, czy też Orientu w ogóle – gnuśność, lenistwo, rozwiązłość, zacofanie, barbarzyństwo.

Biblioteka tekstów na temat Półwyspu jest bogata i cały czas się rozrasta. Jezernik relacjonuje opisy podróży po Bałkanach dokonywane przez podróżników od XVI do XX wieku, nie tworząc opracowania stricte naukowego, lecz po prostu snując opowieść, chciałoby się powiedzieć – etnograficzną.

Božidar Jezernik, Dzika Europa : Bałkany w oczach zachodnich podróżników, Universitas, Kraków 2013

N. Manea, O klownach. Dyktator i Artysta

Gorzkie eseje na temat życia literackiego w Rumunii w czasach dyktatury Nicolae Ceaușescu. Ta książka to także refleksja nad totalitaryzmem w różnych jego wydaniach oraz studium postaw wobec dyktatury. Jest to książka, która na mojej półce stoi obok „Zniewolonego umysłu” Czesława Miłosza. Teksty Normana Manei mają nie mniejsze znaczenie dla poznania dziejów literatury rumuńskiej lat 80. XX wieku, jak dzieło Miłosza dla zrozumienia sytuacji literatury polskiej okresu PRL.

Jeden z esejów jest krytyczną oceną postawy Mircei Eliadego wobec faszyzmu i rządów totalitarnych. Jeden tylko cytat z artykułu Eliadego z 1938 roku: „Od tych, którzy tyle wycierpieli, których przez stulecia spotykały upokorzenia z rąk Węgrów – a przedtem Bułgarów, narodu najdurniejszych imbecyli, jacy kiedykolwiek istnieli – od politycznych przywódców bohaterskiego, umęczonego Siedmiogrodu, oczekujemy stworzenia nacjonalistycznej Rumunii, natchnionej furią i szowinizmem, zbrojnej i mocnej, bezlitosnej i mściwej”. Tego oblicza słynnego uczonego i erudyty zazwyczaj czytelnicy jego „Historii wierzeń i idei religijnych” nie znają. Jak zatem oceniać tego oryginalnego myśliciela i pisarza? Warto sięgnąć po tom „O klownach. Dyktator i Artysta”, by się o tym przekonać samodzielnie.

Norman Manea, O klownach. Dyktator i Artysta, Pogranicze, Sejny 2001

L. Bergreen, Poza krawędź świata

Pasjonująca opowieść o wyprawie Ferdynanda Magellana, portugalskiego żeglarza, odkrywcy i podróżnika, który w służbie króla Hiszpanii Karola I (cesarza Karola V Habsburga) podjął się odkrycia zachodniej drogi do leżących na wschodzie Wysp Korzennych. Konieczność taka wynikała z ustanowionego na mocy traktatu z Tordesillas podziału świata i nowo odkrywanych lądów pomiędzy Portugalię a Hiszpanię. 

Narracja przeplatana jest wiadomościami na temat wątków obocznych z zakresu historii, geografii czy nauk przyrodniczych i dodatkowymi wyjaśnieniami, które mogą być przydatne dla lepszego zrozumienia całości, choć czasem autor zbytnio upraszcza lub wręcz się myli, co prostuje redakcja polskiego wydania. Wyprawa, którą zorganizował i kierował Magellan, jako pierwsza w dziejach opłynęła dookoła kulę ziemską. Trwający trzy lata rejs o niezwykłym znaczeniu historycznym, przyniósł jednak także wiele cierpienia i tragedii jego uczestnikom (z około 260 ludzi powróciło do Hiszpanii tylko 18) oraz wielu „tubylcom”. 

Kim jednak był sam Magellan, który zginął w bezsensownie sprowokowanej przez siebie bitwie z mieszkańcami wyspy Mactan: geniuszem czy szaleńcem? Tyranem i zdrajcą, czy wizjonerem i bohaterem? Czy źródłem jego oszałamiających sukcesów była wiedza, intuicja, iskra boża, czy tylko zwykły łut szczęścia? Czy powodzenie spowodowało u niego zaburzenia psychiczne, które ostatecznie doprowadziły do klęski, czy też nakręcanie spirali wydarzeń było nieuniknioną koniecznością? To czytelnik musi ocenić sam.

Laurence Bergreen, Poza krawędź świata : opowieść o Magellanie i jego przejmującym grozą rejsie dookoła Ziemi, Rebis, Poznań 2014

niedziela, 7 grudnia 2014

Relacje w środowisku medialnym v.2.0


Designed by Freepik
Kiedy mówimy o informacji, w sensie potocznym zazwyczaj mamy na myśli informację medialną, wiedzę zdobywaną w szkołach i na uczelniach, w czasie wykładów, lektury itd., czasem także informację naukową. Rzadziej natomiast traktujemy jako informację to, co odnosi się do naszego życia prywatnego, wyłączając jednak dane osobowe, co do których świadomość ta jest większa. Internet jest medium, które zachęca do udostępniania całemu światu informacji o nas samych, jednak jako jego użytkownicy rzadko zastanawiamy się nad tym, co dalej dzieje się z danymi wypełnionych przez nas formularzy, wpisami na forach czy portalach społecznościowych, opisującymi nasze przekonania czy upodobania, historią wyszukiwań – nie tylko w wyszukiwarkach, ale także w sklepach internetowych itd. Często również nie mamy świadomości higieny, zagrożeń i konsekwencji naszych działań. Wychodząc z założenia, że jest to zagadnienie ważne nie tylko rynkowo (wiele firm, poczynając od giganta z Mountain View, zbiera i przetwarza tego typu dane na temat użytkowników w celach marketingowych i na podstawie analizy dotychczasowych upodobań mniej lub bardziej dyskretnie proponuje sprzedaż produktów i usług), ale także osobiście dla każdego użytkownika sieci, napisałem prezentowany tekst poświęcony zjawiskom związanym z informacją osobistą w środowisku cyfrowym. Interesujące, że tego typu problematyce praktycznie nie poświęcają uwagi autorzy monografii opisujących problemy społeczeństwa informacyjnego.

piątek, 28 listopada 2014

Plutarch z Cheronei

Piękne, pełne humanizmu słowa, pochodzące sprzed dwóch tysięcy lat.

„[Katon Starszy] Sam mówi, że nigdy nie nosił szaty droższej niż sto drachm. Pił nawet jako główny wódz i konsul to samo wino, co zwykli pracownicy. Posiłek do wieczerzy przygotowywano mu za trzydzieści asów, i to ze względu na służbę publiczną, żeby ciało utrzymać przy siłach do wypraw wojennych. Kiedy otrzymał w spadku babiloński kobierzec kolorowy, zaraz go sprzedał. W posiadłości jego budynki nie były bielone wapnem. Niewolnika nie kupił droższego niż za tysiąc pięćset drachm; nie lubieżnego czy urodziwego, ale pracowitego i silnego, potrzebnego do koni, do wołów. A gdy się tacy zestarzeją, radził ich sprzedać, a nie karmić nieużytecznych. Nic jego zdaniem nie było dość tanie, co niepotrzebne. Co nieużyteczne, dużo kosztuje, nawet w cenie jednego tylko asa. Lepiej też nabywać, co się da obsiać albo wypasać, a nie przynależności wymagające tylko sprzątania i utrzymywania w pięknym stanie.

piątek, 21 listopada 2014

Śmierć króla Ludwika Jagiellończyka pod Mohácsem

Bertalan Székely, Discovery of the Body of King Louis the Second (1860).
http://www.hung-art.hu/frames.html?%2Fenglish%2Fs%2Fszekely%2F
29 sierpnia 1526 roku w pobliżu miejscowości Mohács na Węgrzech rozegrała się bitwa, w której armia węgierska pod wodzą młodego króla Ludwika Jagiellończyka rozgromiona została przez wojska osmańskie. W jej wyniku Królestwo przestało istnieć w dotychczasowej formie i zostało podzielone na trzy części. Natomiast ostatni jagielloński władca Węgier zginął w tajemniczych okolicznościach…

W ciągu kilku ostatnich dni przed bitwą w węgierskim sztabie prowadzono narady, w czasie których rozpatrywano różne problemy dotyczące zbliżającej się walki. Jednym z najistotniejszych była kwestia zapewnienia bezpieczeństwa osobie królewskiej. Proponowano odesłać Ludwika jak najdalej od pola bitwy lub też przebrać go za zwykłego rycerza, jednakże obie te propozycje uznane zostały za niemożliwe do zrealizowania, ponieważ wojsko musi posiadać wodza. Zgodzono się więc ostatecznie, że wystarczające będzie, jeśli król pozostanie pod opieką swych sług, którzy wywiozą go z obozu w razie bezpośredniego zagrożenia. Obowiązek ten powierzony został Kasparowi Raskai, Walentemu Törek i Janowi Kalai. „Wyznaczono także do tego najściglejsze konie, których król, jeśli nastąpiłaby taka konieczność, miał użyć w ucieczce”.

poniedziałek, 27 października 2014

G. Perjés, Upadek średniowiecznego Królestwa Węgier


Przed kilku laty, pisząc własną książkę o bitwie pod Mohácsem (P. Tafiłowski, Mohács 29 VIII 1526, InfortEditions, Zabrze 2010), po raz pierwszy zetknąłem się z opracowaniem autorstwa Gézy Perjésa, węgierskiego wojskowego i socjologa, który zainteresował się historią. Przeczytałem wówczas angielski przekład jego pracy, The Fall of the Medieval Kingdom of Hungary : Mohács 1526 – Buda 1541, New Jersey 1989 (wydanie oryginalne – 1977), dostępny bezpłatnie w Internecie (jest to również podstawa recenzowanego wydania polskiego). To właśnie dzieło węgierskiego historyka, jako że udostępnione zostało we współczesnym lingua franca, jest najszerzej znanym poza granicami Węgier studium poświęconym okresowi pomiędzy klęską Ludwika II w bitwie z Turkami a zdobyciem przez nich Budy. Siłą rzeczy ono też wywiera największy wpływ na zagranicznych badaczy. Paradoksalnie jednak Géza Perjés jest równocześnie autorem powszechnie krytykowanym w swoim kraju za „nie dające się weryfikować i wzajemnie sprzeczne przyjmowane z góry założenia, a także za nazbyt swobodny stosunek do źródeł”, jak to określił P. Fodor (Ottoman Policy Towards Hungary, 1520-1541, „Acta Orientalia Academiae Scientiarum Hungaricae” 45 (1991), s. 276, przypis 10). Dyskusje te trwają od chwili ukazania się pierwszego wydania książki po dziś dzień.

piątek, 3 października 2014

K. Baczkowski, Między czeskim utrakwizmem a rzymską ortodoksją



Bohemia est omnis divisa in partes tres. Tak mogłoby brzmieć pierwsze zdanie dzieła poświęconego historii Czech na przełomie trzeciej i czwartej ćwierci XV wieku. Granice Królestwa zmieniały się wówczas dość płynnie, a księstwa śląskie i Morawy przechodziły z rąk do rąk.

Profesor Krzysztof Baczkowski, który podjął się opowiedzenia tej historii w swojej rozprawie habilitacyjnej (recenzowana książka jest jej drugim, poprawionym i uzupełnionym wydaniem; pierwsze ukazało się w 1980 roku), jest wybitnym badaczem dziejów Europy Środkowej – Polski, Czech i Węgier w późnym średniowieczu. W swoich studiach przedstawia on historię Polski i dynastii Jagiellońskiej w powiązaniu z dziejami sąsiednich krajów. Opracowanie poświęcone walce o koronę czeską doczekało się swego rodzaju kontynuacji i uzupełnienia w postaci Walki o Węgry w latach 1490-1492. Z dziejów rywalizacji habsbursko-jagiellońskiej w basenie środkowego Dunaju (Kraków 1995).

sobota, 9 sierpnia 2014

D. Milewski, Mołdawia między Polską a Turcją


Hospodarstwo mołdawskie było niezbyt rozległym terytorialnie państwem, istniejącym równo pięć stuleci, od 1359 do 1859 roku, z powodu swego położenia geograficznego narażonym na ciągłe niepokoje polityczne, powodowane zarówno przez czynniki wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Złośliwy los wcisnął je pomiędzy Polskę na północy i Turcję osmańską i Chanat Krymski na południu i wschodzie oraz Siedmiogród na zachodzie. Silniejsi sąsiedzi uważali je przez kilka stuleci za własną strefę wpływów, aktywnie mieszając się w mołdawską politykę oraz uzurpując sobie prawo do obsadzania tronu w Jassach. Mołdawianie natomiast próbowali tym wpływom nie ulegać i zachować niezależność.

Położenie geopolityczne Mołdawii było mocno skomplikowane, wymagało bowiem ciągłego kluczenia, zabiegów dyplomatycznych, lawirowania pomiędzy ościennymi mocarstwami. Hospodarstwo, państwo buforowe ze wszystkimi tego konsekwencjami, było jednak również włączone w system polityczny basenu Morza Czarnego, stanowiło jego integralną część i tak też należy opowiadać jego historię. Dariusz Milewski niewątpliwie znalazł odpowiedni klucz do tej opowieści.

sobota, 28 czerwca 2014

M. Plewczyński, Wojny Jagiellonów z wschodnimi i południowymi sąsiadami Królestwa Polskiego w XV wieku



Dynamicznie rozwijające się oświęcimskie wydawnictwo Napoleon V w ciągu ostatnich trzech lat wypracowało sobie solidną pozycję na rynku książki historyczno-wojskowej. Publikuje ono opracowania w szerokim zakresie chronologicznym, poczynając od dziejów wojskowości antycznej, na monografiach poświęconych po II wojnie światowej kończąc. Napoleon V potrafi nie tylko przyciągnąć czytelników, ale także zdobywać dobrych autorów, profesjonalnych historyków, wśród których wymienić można jedynie tytułem przykładu Profesorów Krzysztofa Baczkowskiego czy Marka Plewczyńskiego. I właśnie książkę tego ostatniego, znanego historyka wojskowości, mam przed sobą. 

Wojny Jagiellonów pomyślane zostały jako szkic, „który przez swą podręcznikową formę i całościowe ujęcie mógłby się stać skryptem przydatnym dla słuchaczy wyższych uczelni – w tym przede wszystkim wojskowych (…)”. Potrzeba opracowania tego typu podręcznika jest niewątpliwa, tym bardziej że, jak słusznie wskazuje Autor, dotychczas większym zainteresowaniem historyków późnego średniowiecza cieszyły się zagadnienia związane ze zmaganiami orężnymi Polski z Zakonem Krzyżackim niż z zaangażowaniem na kierunkach południowym i południowo-wschodnim, aczkolwiek i na ten temat wiemy już sporo. Książka Marka Plewczyńskiego, jako podręcznik, nie przynosi w tym zakresie żadnych nowych odkryć czy ustaleń.

wtorek, 29 kwietnia 2014

R. Ojrzyński, Obraz Polski i Polaków w pismach Eneasza Sylwiusza Piccolominiego


Seria „Fasciculi Historici Novi” jest kontynuacją wydawanych przez Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego „Fasciculi Historici” (1968-1990). Jak czytamy na stronie internetowej IH UW, „każdy tom ma charakter monotematyczny i zawiera prace jednego lub kilku autorów. Szczególne znaczenie redakcja przywiązuje do publikacji wyróżniających się prac magisterskich powstałych w Instytucie Historycznym UW”. Pomysł promowania dorobku naukowego absolwentów, ogłaszania drukiem dobrych prac magisterskich, uważam za znakomity i w najwyższym stopniu godny poparcia. Seria publikowana jest przez Instytut we współpracy z Wydawnictwem DiG i po kolejne jej tomy warto sięgać już choćby po to, by śledzić na bieżąco, w jakich kierunkach rozwijają się zainteresowania badawcze historyków młodego pokolenia. Jako czternasty już tom ukazała się właśnie praca Rafała Ojrzyńskiego Obraz Polski i Polaków w pismach Eneasza Sylwiusza Piccolominiego (papieża Piusa II).

Postać Eneasza Sylwiusza Piccolominiego wzbudza ogromne zainteresowanie historyków różnych specjalności ze wszystkich niemalże krajów europejskich oraz ze Stanów Zjednoczonych. Spuścizna pisarska Piusa II przebadana została już niemal z każdego punktu widzenia. Rafał Ojrzyński słusznie to zauważa i potwierdza obfitym zestawieniem bibliograficznym.

wtorek, 8 kwietnia 2014

Obrazy zainteresowań historyków polskich I połowy XIX wieku


Tytus hr. Działyński
1. Wstęp. Tło historyczne




Traktat austriacko-rosyjski z 3 I 1795, traktaty prusko-rosyjski i prusko-austriacki z 24 X 1795 oraz abdykacja Stanisława Augusta 25 XI 1795 formalnie zakończyły ostateczny rozbiór Rzeczypospolitej. W następnym roku przeprowadzono definitywne rozgraniczenie i zajęcie terenów przyznanych każdemu z mocarstw rozbiorowych. W styczniu 1796 Austriacy zajęli Kraków, okupowany dotąd przez Prusaków, a Prusacy zajęli Warszawę i Białostockie zajmowane dotąd przez Rosję. 26 stycznia 1797 zaborcy podpisali w Petersburgu konwencję, gwarantując sobie wzajemnie, że żadne nie umieści w swej tytulaturze nazwy „Królestwo Polskie”, która „odtąd na zawsze ma być zniesiona”. Na zajętych terenach zorganizowana została obca administracja, której zadaniem była mniej lub dalej posunięta unifikacja zagarniętych ziem z resztą terenów monarchii rozbiorowych. 

Utrata niepodległości była katastrofą, która jednak nie załamała Polaków i nie pozbawiła ich woli walki. Wiązali oni nadzieje na niepodległość z Napoleonem Bonaparte. Wzrosły one, kiedy w 1806 r. pokonał Prusy, wkroczył na ziemie polskie i wyzwolił Warszawę. Kompromisowy pokój Francji z Rosją w Tylży (1807) powołał namiastkę państwa polskiego - Księstwo Warszawskie, złożone z ziem II i III zaboru pruskiego. W r. 1809, po zwycięskiej kampanii przeciwko Austrii i zwycięstwie księcia Józefa Poniatowskiego pod Raszynem, obszar Księstwa został powiększony o ziemie zaboru austriackiego. W r. 1812, na potrzeby wojny Napoleona z Rosją, Księstwo wystawiło 80 tysięczną armię. Została ona jednak rozbita i zdziesiątkowana w kampanii rosyjskiej, a ziemie polskie ponownie zajęli Rosjanie podczas pościgu za Napoleonem. Mimo to Polacy pozostali wierni cesarzowi Francuzów. W bitwie pod Lipskiem, dowodząc siłami polskimi zginął książę Józef Poniatowski.

poniedziałek, 31 marca 2014

Wypędzeni. Wina, kara, przebaczenie


 

1. Wstęp

Tematem, którym zajmować się będę w tym eseju, jest problem winy i kary oraz wzajemnego porozumienia w kontekście wypędzonych (niem. Vertriebene, lub też wypędzonych z Ojczyzny, niem. Heimatvertriebene). Nazwą tą określa się w Niemczech ludność niemiecką, która w wyniku klęski III Rzeszy ze strachu, na skutek akcji władz hitlerowskich lub zmuszona do tego po wojnie przez zwycięskie państwa opuściła tereny na wschód od Odry i Nysy Łużyckiej, Sudety oraz kraje południowej Europy. Status „wypędzony” nie posiada jednak prawnego umocowania w traktatach międzynarodowych.

Jak widzimy, jest to zatem problem bardzo szeroki, w skali ogólnoeuropejskiej, dlatego też tutaj ograniczę się tylko do rozpatrywania stosunków pomiędzy Niemcami a Polską. Zacznę od krótkiego wstępu historycznego. 

Komunikat konferencji poczdamskiej z 2 sierpnia 1945 roku głosił, że trzej szefowie rządów uzgodnili, że do ostatecznego ustalenia polskiej granicy zachodniej dawne terytoria niemieckie na wschód od linii biegnącej od Morza Bałtyckiego na zachód od Świnoujścia, a potem wzdłuż rzeki Odry do ujścia rzeki Nysy Zachodniej i wzdłuż Nysy Zachodniej do granicy Czechosłowacji, włącznie z tą częścią Prus Wschodnich, która nie znajdzie się pod zarządem ZSRR, zgodnie z porozumieniem osiągniętym na tejże konferencji, i włącznie z obszarem dawnego wolnego miasta Gdańsk, mają znaleźć się pod zarządem państwa polskiego i z tego powodu nie mają być uważane za część sowieckiej strefy okupacji w Niemczech.

piątek, 14 marca 2014

J. Tyszkiewicz, Geografia historyczna


W lutym br. ukazał się czwarty tom z publikowanej przez Wydawnictwo DiG serii nowych podręczników nauk pomocniczych historii (poprzednie to Demografia Rzeczypospolitej przedrozbiorowej Cezarego Kuklo (2009), Zaproszenie do osmanistyki Dariusza Kołodziejczyka (2013) oraz Kostiumologia polska Anny Sieradzkiej (2013)). Tym razem otrzymaliśmy Geografię historyczną pióra Profesora Jana Tyszkiewicza.

Autor tego dzieła stanął przed ogromnym wyzwaniem, zdając sobie oczywiście z tego sprawę i dając temu wyraz w słowach, iż „nawet kilkusetstronicowe opracowanie nie może objąć i wyczerpać problematyki; trzeba ją więc ograniczyć do kręgu środkowoeuropejskiego i przede wszystkim materiału oraz rozważań związanych z dziejami Polski i krajów sąsiednich (…) Przewidziane jest zresztą odrębne opracowanie dotyczące kartografii historycznej”. Być może jest to jedna z przyczyn, dla których, jak już wcześniej podkreślałem, wciąż brakuje nam tego typu opracowań, a stan badań w zakresie geografii i kartografii historycznej nadal uznawać trzeba za niewystarczający. Tego typu konkluzja znajduje się również w książce Jana Tyszkiewicza.

niedziela, 23 lutego 2014

B. Iwańska-Cieślik, Biblioteka kapituły katedralnej we Włocławku


Ośrodki katedralne były w okresie średniowiecza i wczesnej nowożytności ważnymi centrami intelektualnymi. Kapituły (katedralne, ale także kolegiackie) skupiały najlepiej wykształcony kler, w znacznej mierze posiadaczy uniwersyteckich stopni naukowych, a także notariuszy publicznych. Po odbytych studiach (krajowych i zagranicznych) kanonicy i prałaci przywozili ze sobą książki, które stawały się głównym zrębem bibliotek kapitulnych. Ośrodki kapitulne były także centrami szkolnymi, a te nie mogłyby funkcjonować bez podręczników.

Najlepiej rozpoznanymi księgozbiorami polskich kapituł katedralnych są kolekcje gnieźnieńska (więcej na temat tejże oraz biblioteki kapituły poznańskiej w moim artykule Biblioteki kapituł katedralnych w Gnieźnie i Poznaniu w XV i pocz. XVI wieku, „Archiwa, Biblioteki i Muzea Kościelne”, w druku) a także krakowska (M. Plezia, Księgozbiór katedry krakowskiej wedle inwentarza z r. 1110 [w:] Silva Rerum, Kraków 1981; A. Vetulani, Krakowska biblioteka katedralna w świetle swego inwentarza z r.  1100, „Slavia Antiqua” 4 (1953/54); I. Polkowski, Katalog rękopisów kapitulnych katedry krakowskiej, „Archiwum do dziejów literatury i oświaty w Polsce”, t. 3, Kraków 1884; J. Szujski, Ewangeljarz XI w. kapituły katedralnej krakowskiej, „Sprawozdania Komisji Historri Sztuki”, t. 1, Kraków 1897; K. Antosiewicz, Katalog inkunabułów Biblioteki Kapituły Metropolitalnej w Krakowie, „Analecta Cracoviensia”, T. 12, Kraków 1980.), płocka (W. Graczyk, J. M. Marszalska, Księgi rękopiśmienne i stare druki w zbiorach Biblioteki Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku : z dziejów kultury polskich bibliotek kościelnych w dawnych wiekach, Kraków 2010; M. Bersohn, Księgozbiór katedry płockiej, Warszawa 1899; A. Vetulani, Średniowieczne rękopisy płockiej Biblioteki Katedralnej, „Roczniki Biblioteczne”, 7 (1963), z. 3-4; A. Vetulani, Biblioteka katedralna płocka [w:] Sprawozdania PTPN, Poznań 1964) oraz włocławska.

sobota, 8 lutego 2014

Świat Bizancjum, tom 3


Lata 1204 i 1453 to daty znane każdemu historykowi, nie tylko badaczowi dziejów Bizancjum. Na ile jednak świadomie wykorzystujemy daty z historii znanego-nieznanego Cesarstwa Wschodniego do periodyzacji całego europejskiego średniowiecza? Wydaje się, że nie zawsze historycy w pełni zdają sobie sprawę, co się za nimi kryje. Książka Bizancjum i jego sąsiedzi 1204-1453 prezentuje problematykę, której istnienia zazwyczaj należycie sobie nie uzmysławiamy.

Trzeci tom Świata Bizancjum opisuje okres w dziejach Cesarstwa, w którym przestaje ono odgrywać rolę światowego mocarstwa, choć jego nauka, kultura, a głównie prestiż pozostały żywe aż do jego ostatecznego upadku, a nawet go przetrwały, jako że „długotrwałej agonii politycznej i militarnej, owemu schyłkowi wielkiego mocarstwa, którego status zostaje ograniczony do rangi jednego z małych państw bałkańskich, towarzyszy znaczące życie intelektualne i artystyczne (…) W okresie od XIII do XV wieku ruch ten trwa nadal i ulega pogłębieniu poprzez poszukiwanie i ponowne odkrycie przeszłości hellenistycznej, na którą było zapotrzebowanie ze względu na opozycję do łacińskiego najeźdźcy. Intelektualiści tego ruchu utrzymują przy tym coraz ściślejsze i coraz bardziej dwuznaczne relacje z Zachodem, dostarczając włoskiemu humanizmowi istotnych treści (…)”. W ciągu tych dwustu pięćdziesięciu lat terytorium greckie było nieustannie szarpane i uszczuplane przez sąsiadów (Łacinników, Turków, Bułgarię, Serbię). Próby jego jednoczenia i restauracji nie przyniosły w dłuższej perspektywie większych sukcesów.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Kalendarze staropolskie



Niejednokrotnie miałem już okazję pisać, zarówno w recenzjach (np. M. Janik, Polskie kalendarze astrologiczne epoki saskiej, DiG, Warszawa 2003), jak i własnych publikacjach (Społeczna funkcja kalendarzy astrologicznych w Polsce XVIII wieku, „Biuletyn Biblioteki Jagiellońskiej” 52 (2002), nr 1/2, s. 137-148) o tym, jak ważnym źródłem historycznym są kalendarze. Ważnym, choć nadal jeszcze nie dość docenianym. I właśnie problematyce kalendariografii poświęcony jest tom opublikowany przed kilkoma tygodniami przez Wydawnictwo DiG, drugi tom w serii Staropolskie teksty paraliterackie (pierwszym były Staropolskie kompendia wiedzy). To kolejny interdyscyplinarny zbiór studiów, w którym znajdziemy teksty zarówno kalendariografów zajmujących się już od lat badaniem tego zjawiska (Maciej Janik, Bogdan Rok, Jerzy Kroczak, Jakub Basista, Małgorzata Krzysztofik, Małgorzata Gorczyńska), jak i historyków, dla których kalendariografia nie jest głównym polem zainteresowania. Znajduje się tu 15 tekstów, w których przedstawiciele różnych dyscyplin historycznych przyglądają się kalendarzom z własnej perspektywy. By wymienić tytułem przykładu tylko trzy, są to zagadnienia związane z edytorstwem źródeł, historią literatury czy antropologią kulturową.