sobota, 29 grudnia 2018

Wybory historyka

„Pan mój zna stanowisko członków komisji w kwestii uwzględniania niewygodnych faktów w dziełach historycznych, to jest: opisywać je, ale dyskretnie, i tak przedstawiać, aby podobały się w oczach Pana, Boga naszego, od którego wszelka mądrość pochodzi”.

Fascynująca, uniwersalna opowieść o wyborach, przed jakimi staje historyk w każdej z epok: "pozostać wiernym materiałowi źródłowemu i starać się powiedzieć prawdę, nie oglądając się na konsekwencje, czy może jednak pójść na kompromis i zagłuszając wyrzuty sumienia pomagać w tworzeniu "prawdy oficjalnej", pomijając niewygodne szczegóły i podporządkowując wersję wydarzeń narzuconej z góry koncepcji", narracji wygodnej dla władzy? Bardzo aktualna także i dziś.

Stefan Heym, Raport o królu Dawidzie, Kraków 1992 (wyd. oryg. Berlin 1973)

piątek, 21 grudnia 2018

Thucydides: Historia belli Peloponnesiaci

Piękna winietka w inkunabułowym wydaniu "Wojny peloponeskiej" Tukidydesa.

Thucydides: Historia belli Peloponnesiaci. Tr: Laurentius Valla, Ed: Bartholomaeus Parthenius. [Treviso : Johannes Rubeus Vercellensis, 1483?]

http://daten.digitale-sammlungen.de/0007/bsb00070033/images/index.html?

Lista wydawnictw naukowych

„Pozwolę sobie zachęcić z całego serca, aby ci wszyscy uczeni, którym zależy na istnieniu i dobru humanistyki, zaapelowali wspólnie do premiera Mateusza Morawieckiego i prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który autoryzował tę katastrofalną – jeszcze raz to podkreślę – dla polskiej humanistyki reformę, aby odstąpili przynajmniej od szaleńczego pomysłu stworzenia urzędniczej listy wydawnictw naukowych, od której odcięte zostaną pozostałe wydawnictwa. Brońmy wolności myśli!”.

Autorem tego apelu jest konserwatywny historyk, prof. Andrzej Nowak, publikujący m.in. w "Gościu Niedzielnym", "Gazecie Polskiej" czy "W sieci".

Z powodu kolejnych "reform" sytuacja, w jakiej znajduje się polska humanistyka, jest coraz bardziej tragiczna. Czy nauki humanistyczne to przetrwają?

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Katalog okrętów

fot. Archiwum Ilustracji WN PWN SA © Wydawnictwo Naukowe PWN
„Czy mówi coś Panu sformułowanie Katalog okrętów?” – takie pytanie zadałem na egzaminie doktorantowi, który w swojej wypowiedzi zahaczył o problemy kultury oralnej, opatrując ją w całości etykietką retoryki i stwierdzając, że w starożytności cała wiedza przekazywana była przez retorów na agorach. Stwierdzenie tego rodzaju jest oczywiście piramidalnym nieporozumieniem i jako takie trudno mi było pozostawić je bez komentarza. Stąd moje pytanie o Katalog, które miało po pierwsze stanowić wstęp do wyjaśnienia kwestii gatunków wypowiedzi, a po drugie wskazać, w jaki sposób pielęgnowana i przekazywana była wiedza w epoce przedpiśmiennej.

Doktorant oczywiście nigdy o Katalogu nie słyszał i zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Dlatego też, jak się wydaje, warto o nim przypomnieć.

Katalog okrętów jest kilkusetwierszowym fragmentem drugiej księgi Iliady, który „najczęściej pomija się przy lekturze tej epopei, a w skróconych wydaniach i tłumaczeniach po prostu opuszcza. (…) Jest to zwykłe wyliczenie kilkuset nazw geograficznych i osobowych. Długi i pozornie nudny rejestr, z jakiej to krainy achajskiej, i pod czyją wodzą, ile przybyło okrętów pod Troję”. Pomimo swojej nieatrakcyjnej formy w drugiej połowie XX wieku stał się on „przedmiotem dużego zainteresowania ze strony historyków i filologów”. Zainteresowanie to wzbudza fakt, że „»Katalog okrętów« uznać można za wiarygodne źródło historyczne, przedstawiające autentyczne stosunki polityczne i swego rodzaju mapę miast i państewek Hellady w okresie wojny trojańskiej, czyli, jak się najczęściej przyjmuje, około 1200 roku przed naszą erą. Nietrudno bowiem dostrzec, że rzeczywistość polityczna opisana w tymże fragmencie Iliady znacznie różni się od tej znanej z Grecji okresu klasycznego” [A. Krawczuk, Wojna trojańska : mit i historia, Warszawa 1989, s. 35-46]. W ciągu kilku stuleci dzielących opisywaną rzeczywistość od momentu utrwalenia tekstu epopei na piśmie ta wiedza społeczno-polityczna została zachowana w postaci przekazywanych ustnie pieśni. I to jest fenomen, który zasługuje na naszą uwagę.

niedziela, 9 grudnia 2018

Scythas authores

Scytyjski łucznik (Wikipedia)
W swoich Pamiętnikach Ludwik Tuberon de Crieva (pisałem już o nim kilkakrotnie) zdradza, że w swojej pracy korzystał z dzieł pewnych Scythas authores (autorów scytyjskich). Warto poszukać odpowiedzi na pytanie, kogo miał on na myśli używając tego niejasnego określenia.

Jeden z polskich tłumaczy i wydawców Pamiętników, Piotr Wróbel sugeruje, iż chodziło o pewnych nieokreślonych bliżej kronikarzy osmańskich, których dzieła Tuberon mógł czytać, nie rozwija jednak ani nie uzasadnia swojej hipotezy [P. Wróbel, Dubrownicki benedyktyn Ludwik Tuberon de Crieva (Crijević) i jego zarys dziejów Turcji w pamiętniku politycznym ‘Commentarii de temporibus suis’, „Balcanica Posnaniensia” 21 (2014), s. 54]. Rzeczywiście, Dalmaty znajomość źródeł osmańskich nie ulega wątpliwości, wątpliwe jest natomiast, by były to akurat dawne tureckie kroniki. Sięganie przezeń po źródła informacji pochodzące z Imperium widać dobrze choćby w tej części Pamiętników, w której opisana została wojna druga osmańsko-wenecka (1499-1503). Widać w niej liczne analogie pomiędzy Pamiętnikami a kroniką Oruça.

niedziela, 21 października 2018

Wojna domowa 1918-1921

Nowe spojrzenie na odrodzenie Polski. Niepodległość widziana oczami niemieckiego historyka.

Pierwsza wojna światowa nie zakończyła się w listopadzie 1918 roku. Polska nie odzyskała niepodległości z dnia na dzień, a 11 listopada niewiele różnił się od poprzednich dni. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że ta data stanie się symbolem odrodzenia Polski.

Nikt wówczas nie wiedział, gdzie dokładnie jest Polska ani kogo można nazwać Polakami.

Listopad 1918 roku umożliwił powstanie II Rzeczpospolitej, ale był też preludium nowej wojny. Wojny na wielu frontach. Wojny wyniszczającej. Wojny bohaterskiej. Wojny zwycięskiej. Ale też WOJNY DOMOWEJ.

Autor udowadnia, że boje, które toczyła Polska w latach 1918-1921, nie były odosobnionymi incydentami w walce o granice. Wykazuje, że wszystkie były elementami jednej wielkiej wojny domowej, która stworzyła Polskę i Polaków.

Jochen Boehler, Wojna domowa. Nowe spojrzenie na odrodzenie Polski, tłum. Robert Sudół, Znak Horyzont, Kraków 2018

wtorek, 4 września 2018

Wokół konstytucji Nihil novi (1505)

W stronę Radomia


Krótki okres panowania Aleksandra Jagiellończyka (1501-1506) był czasem niezmiernie ważnym dla kształtowania się ustroju państwa polskiego. Zaszły wówczas wydarzenia, które w rezultacie doprowadziły do wykształcenia dwuizbowego sejmu walnego jako organu złożonego z rady królewskiej, czyli Senatu, oraz posłów ziem (nuntii terrarum). Trzecim „sejmującym stanem”, wchodzącym w skład tej struktury, był król. Zasadą wypracowanego modelu władzy państwowej była ścisła współpraca wszystkich trzech stanów w ramach wyznaczonych przez wartość nadrzędną, czyli prawo (które, zgodnie z koncepcją Arystotelesa, uważane było za suwerena Rzeczpospolitej), według ustalonych uprawnień i obowiązków. Proces ten przypieczętowany został konstytucjami sejmu koronacyjnego Zygmunta I z 1507 r. Początek panowania tego władcy był okresem, w którym program szlacheckiej izby poselskiej został przyjęty i zatwierdzony przez monarchę. Osiągnięto kompromis, który stał się początkiem nowej formy ustrojowej – monarchii mieszanej (monarchia mixta).

Szczególne znaczenie w tym procesie przyznać należy dziełu przeprowadzonemu w 1505 r. Podjęto wtedy doniosłą próbę przebudowy systemu państwowego i politycznego Rzeczpospolitej. Dzięki wypracowanej zgodzie stanów udało się dokonać zmian ustrojowych w systemie władzy państwowej i położyć fundament, na którym z czasem wzniesiono gmach Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Paradoksalnie warunkiem, który umożliwił zainicjowanie tej przemiany, była słabość władzy monarszej czy też ściślej rzecz ujmując – słabość aktualnego monarchy.

Aleksander Jagiellończyk bowiem przeszedł do historii jako władca słaby, pozbawiony zdolności i charakteru. Ocenę tego władcy u potomnych zdominowała złośliwa charakterystyka kronikarza Macieja z Miechowa. Aleksander był, zdaniem Miechowity, prymitywnym osiłkiem o prostych obyczajach, zupełnie nienadającym się na władcę. Chociaż ocena taka była kąśliwie nieobiektywna i stronnicza, jest jednak faktem, że Aleksander ulegał wpływom silniejszych osobowości.

czwartek, 30 sierpnia 2018

Wiedzieć wszystko

Bycie historykiem to nie zawód, lecz powołanie, misja, życiowa rola i wielka odpowiedzialność. Gdy na jakieś pytanie mojego siedmioletniego syna odpowiedziałem, że tego nie wiem, on z całą powagą stwierdził: "Jesteś historykiem i nie wiesz?". Zawstydziłem się.

wtorek, 28 sierpnia 2018

Aeantes

Tuberon po raz piąty.

W księdze siódmej "Pamiętników" Ludwik Tuberon, pisząc o budowie osmańskiej floty wspominał, iż pewną jej część konstruowano w dzisiejszej Albanii, w okolicach miasta Avlona (Vlora),na rzece Eant (Aeantes). Rzeka ta dziś nosi nazwę Wjosa. Aeantesu nie znali Pauzaniasz, Pliniusz, Ptolemeusz, Pomponiusz Mela, Strabon ani Tukidydes. Starożytna grecka nazwa owej rzeki brzmiała Αώος (Aóos), łacińska - Aous. Pliniusz wszakże wyjaśniał (Historia naturalna, 3, 26, 145), że niektórzy nazywali ją także Aias.
Aeantes to forma greckiej, latynizowanej liczby mnogiej imienia Ajaks (Ajaksowie), spotykana w niektórych przekładach Iliady Homera (por. http://www.iliadtranslation.com/homeric_names.html). W tej postaci pojawiła się w tekście Tuberona jako nazwa rzeki w Albanii, choć trudno wyjaśnić, z jakiego powodu kronikarz użył tak dziwnej jej formy.

Na zdjęciu: Ajaks niosący ciało Achillesa (Wikipedia).

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Czy wydawcy tekstów źródłowych powinni posługiwać się Wikipedią?

Jak sądzę, na ogół nie ma w tym nic złego, jeśli internetową encyklopedię traktuje się jak narzędzie pomocnicze. Problemy zaczynają się wówczas, gdy staje się ona jedynym źródłem informacji.

Trzykrotnie pisałem już na blogu o błędach, jakie znalazły się w tekście "Pamiętników" Ludwika Tuberona (L. Tuberon de Crieva, "Pamiętniki o czasach moich", wyd. P. Wróbel, J. Bonarek, Kraków 2016). Dziś krótko o kolejnym nieporozumieniu. Wiąże się ono z nazwą starożytnego północnogalijskiego plemienia Morynów (Morini). Tuberon wspominał o nich w trzeciej księdze swojego dzieła. Wydawcy dodali w tym miejscu przypis wyjaśniający w jednym zdaniu, iż owo „plemię belgijskie” „wspomniane zostało w Pamiętnikach wojny galijskiej Juliusza Cezara” (Tuberon de Crieva, Pamiętniki, s. 110, przyp. 180). Czyżbyśmy zatem zyskiwali wskazówkę, że Tuberon czytał dzieło Cezara? Niestety nie. Polscy wydawcy, nie przyznając się oczywiście do tego, zacytowali wprost angielską Wikipedię, w której czytamy: „The Morini were a Belgic tribe of northern Gaul. They were mentioned in such classical works as the Commentarii de Bello Gallico written by Julius Caesar” (https://en.wikipedia.org/wiki/Morini). J. Bonarek i P. Wróbel nie wiedzą, że nazwa Morynów pojawiła się w dziełach wielu starożytnych geografów – Klaudiusza Ptolemeusza, Pomponiusza Meli, Pliniusza czy Strabona. Wiki-erudycja okazała się zawodna.

Na zdjęciu: galijski brakteat; takimi monetami prawdopodobnie posługiwali się Morynowie (oczywiście z Wikipedii).

środa, 8 sierpnia 2018

sobota, 14 lipca 2018

Bandyci z Armii Krajowej


Poznaj prawdziwą historię tych, którzy źle zrozumieli słowo Ojczyzna.

Prawda nie zawsze jest wygodna. Armia Krajowa zapisała wspaniałą kartę w historii Polski. Ale jak w życiu – także w AK były czarne owce. Antysemici. Zdrajcy. Mordercy. Zwyrodnialcy. Złodzieje. Duzi chłopcy, którzy chcieli pobawić się w wojnę. Zabijać i zarobić.

Ale bandyci nie byli bezkarni. Nawet gdy Państwo nie istniało, działały podziemne sądy. Wykonywano wyroki. Likwidowano konfidentów. Armia Krajowa czyściła swoje szeregi ze zdrajców. Czasem oznaczało to śmierć niewinnych osób

Gdzie jednak kończy się patriotyzm, a zaczyna zwyczajny bandytyzm?

Wojciech Lada – dziennikarz, autor bestsellerowych Polskich terrorystów po raz kolejny podejmuje kontrowersyjny temat i podąża tropem bandytyzmu w Armii Krajowej. W dokumentach i relacjach świadków szuka odpowiedzi na pytanie, ile prawdy jest w czarnej legendzie o polskim podziemiu.

środa, 30 maja 2018

Majowe nabytki książkowe

G. Steinmetz, Największy bogacz wszech czasów. Jakub Fugger i jego epoka, Warszawa 2018
Argonautyki orfickie, przeł. i opr. E. Żybert, Wrocław 2011
Juliusz Cezar, O wojnie domowej, przeł. J. Parandowski, Warszawa 1990
Frontyn, Podstępy wojenne, przeł. B. Burliga, Wrocław 2016
Terencjusz, Komedie, t. I-II, przeł. E. Skwara, Warszawa 2005
Poliajnos, Podstępy wojenne, przeł. M. Borowska, Warszawa 2003
U. Rada, Adriatyk. Miejsca, ludzie, historie, Kraków 2016
J. Campbell, Bohater o tysiącu twarzy, Kraków 2013
Wergiliusz, Eneida, przeł. W. Markowska, Warszawa 1970
Inka Garcilasso de la Vega, Część pierwsza uwag prawdziwych o Inkach, byłych królach Peru, przeł. J. Szemiński, Warszawa 2017

poniedziałek, 28 maja 2018

Bibliotekarz margrabiów Wielopolskich

„(…) [Margrabiowie Wielopolscy] strzegli biblioteki jak jakiego sezamu, nie pozwalali z niej korzystać żadnym naukowcom, nikogo do tych skarbów nie dopuszczali, a i sami nie zajrzeli. Jedyny wyjątek stanowił młody student, który dostał u nich posadę bibliotekarza i za marną pensyjkę katalogował zbiory. On jeden w całym pałacu kochał te książki, jemu jednemu na nich zależało. Nic dziwnego, że najcenniejsze egzemplarze poukrywał, jak mógł, upychając je w rozmaitych zakamarkach, schowkach i skrytkach, a potem z rozpaczą w oczach patrzył na Julka, jak mu po kolei wszystkie te kryjówki wynajdował i opróżniał [w czasie rekwirowania mienia po II Wojnie Światowej]. Na koniec Julek dopilnował zapakowania książek do wielkich skrzyń, poprosił bibliotekarza na bok i powiedział: ‘Niech no pan przyjdzie i pożegna się z nami, kiedy będziemy się stąd zabierali’. Bibliotekarz przyszedł i nie rozczarował się, bo Julek kazał skrzynię z najcenniejszymi książkami, tymi ze schowków, postawić na brzegu ciężarówki i kopnął ją, kiedy odjeżdżali. Zostawił mu je na pamiątkę. Ten student nazywał się Gerard Labuda”.

J. Dehnel, Lala, Warszawa 2006, s. 264-265.

Gerard Labuda (1916-2010). Jego żoną była Alberta Maria Teresa Wielopolska.

Zdjęcie pochodzi ze strony http://gerardlabuda.pl/gallery/5

Józef Garbacik we wspomnieniu Heleny Bienieckiej

„(…) Garbacik to był mój ukochany nauczyciel. Nauczyciel historii. Niesłychanie inteligentny człowiek, potem był profesorem, chyba w Krakowie, ale nie jestem pewna; niedawno umarł, bo czytałam notę w ‘Przekroju’. Też sobie trochę pożył. A nie wyglądał, jakby miał tyle żyć. Z prostej rodziny, dopiero co zrobił studia, chudy jak patyk, bidny jak mysz kościelna, chodził zawsze w tym samym garniturze z przydługimi, wypchanymi na kolanach nogawkami, które mu się układały w takie fałdki, w obwarzanki. Kiedyś, pamiętam, siedziałyśmy w klasie przed jego lekcją i narysowałam na tablicy jego karykaturę, takiego zabiedzonego, z tymi obwarzankami. Wszedł, zobaczył, uśmiechnął się, po czym powiedział: ‘Rzeczywiście, to już przesada, te spodnie są naprawdę złachane’, i od tego czasu chodził do szkoły w jedynym odświętnym ubraniu. Boże, jak ja go przepraszałam, jak myśmy go wszystkie prosiły, zaklinały… ale nie, uparł się. Strasznie mi było głupio, strasznie głupio… Kiedyś, pamiętam, postanowiłam na pierwszego maja założyć coś prowokacyjnego, czerwonego, a że nie miałam nic zupełnie czerwonego, to założyłam chustkę w białe grochy. Garbacik wszedł, popatrzył na mnie i powiedział: ‘Ależ pani wykazała bohaterstwo… no, no. Na moją lekcję włożyć czerwoną chustkę! I to w białe grochy! Na moją lekcję’. A on socjalizował – uzupełnia babcia – no i równolegle trochę popierał Mussoliniego, bo był we Włoszech i opowiadał nam o robotach państwowych. ‘Jak ktoś tych leniwych Włochów zapędził do roboty – mówił – to już jest wielki człowiek. Bagna pontyjskie osuszył, drogi pobudował, porządek wprowadził…’ Potem mu to przeszło. Tak czy owak, uczył znakomicie, każdą z nas potrafił zachęcić do pracy… miałyśmy w klasie taką dziewczynę, którą wszystkie nazywałyśmy Śledziarą, bo strasznie cuchnęła śledziami, nie wiadomo czemu… Niby czysta, umyta, a zawsze te śledzie… lotna zanadto nie była. I wyobraź sobie, kiedyś Garbacik ją pyta, a ona coś tam duka, jąka się. Skończyła, a on mówi: ‘Pani… - jak jej tam było… no, nieważne – Iksińska. Pani Iksińska rozważyła tę sprawę z bardzo interesującej perspektywy…’ I od tego dnia Śledziara wkuwała historię, ile wlezie. Z innych przedmiotów miała nadal pałki, ale z historii twardo piątka za piątką. Świetny nauczyciel (…)”.

J. Dehnel, Lala, Warszawa 2006, s. 135-137.

Józef Garbacik (1907-1976). Przed II Wojną Światową pracował jako nauczyciel w gimnazjach w Krakowie i Kielcach.

Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.dhkielce.zhp.pl/kronika/mur/boh99.html

poniedziałek, 7 maja 2018

Wspomnienie o Profesorze Edwardzie Potkowskim

Πάντων χρημάτων μέτρον άνθρωπος


Latem ubiegłego roku, 31 VII 2017 r., w wieku 83 lat, zmarł Profesor Edward Potkowski, członek Rady Redakcyjnej czasopisma „Z Badań nad Książką i Księgozbiorami Historycznymi”, wybitny uczony, nauczyciel, człowiek niezwykłej dobroci i życzliwości, o wielkiej kulturze humanistycznej. Naukowo specjalizował się w badaniach polskiej i powszechnej historii średniowiecza, historii kultury i wierzeń, a przede wszystkim w dziejach kultury piśmiennej w średniowieczu, historii książki i księgozbiorów, kodykologii i paleografii.

Miastem Jego dzieciństwa były wielkopolskie Sulmierzyce, z którymi związany czuł się przez całe życie. To tam zimą wraz z bratem jeździł na łyżwach. A właściwie: na łyżwie. Ponieważ wspólnie posiadali tylko jedną parę, to gdy jeździli razem, każdy mógł korzystać tylko z jednej łyżwy. Kilka dekad później Profesor nadal czynnie uczestniczył w życiu społecznym tej miejscowości odwiedzając ją, wygłaszając okolicznościowe referaty, utrzymując kontakty z władzami samorządowymi. 28 XII 2007 r. Rada Miejska nadała Mu tytuł Honorowego Obywatela.

piątek, 27 kwietnia 2018

Kwietniowe nabytki ksiażkowe

F. Kolb, Ideał późnoantycznego władcy. Ideologia i autoprezentacja, Poznań 2008
M. Forycki, Chorografia Rzeczypospolitej szlacheckiej w "Encyklopedii" Diderota i d’Alemberta, Poznań 2010
I. Lewandowski, Penu historicum. Łacińskie traktaty metodologii historii w dawnej Polsce (do końca XVII wieku), Poznań 2014
Listy o odkryciu Ameryki, wyd. J. Kieniewicz, Gdańsk 1995
Diodor Sycylijski, O wyspach, red. S. Dworacki, przekł. I. Musialska, kom. L. Mrozewicz, Poznań 2018
B. Możejko, Burzliwe dzieje wielkiej karaweli „Peter von Danzig” z „Sądem Ostatecznym” Hansa Memlinga w tle, Gdańsk 2018
E. Dubas-Urwanowicz, Mężowie stanu, awanturnicy czy zdrajcy? Dzieje rodu Zborowskich w XVI wieku, Warszawa 2018
Diodor Sycylijski, Starożytności asyryjskie i indyjskie, red. S. Dworacki, przekł. M. Wróbel, kom. L. Mrozewicz, Poznań 2017
Ajschines, Mowy, przeł. W. Lengauer, Warszawa 2004

środa, 4 kwietnia 2018

Marcowe nabytki książkowe


J. Rybiński, Księga elegii podróżnych, przekł. E. Buszewicz, opr. E. Buszewicz, W. Ryczek, Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa, Warszawa 2015
Cyceron, Listy do Attyka, tom I (księgi 1-2), przekł. K. Różycka-Tomaszuk, przyp. K. Stebnicka, ISKŚiO UWr, Wocław 2016
S. Graciotti, Braterstwo myśli i uczuć. Italia, Polska i Słowiańszczyzna w kręgu kultury europejskiej XV-XVIII wieku, Neriton, Warszawa 2016
C. English, Przemytnicy książek z Timbuktu, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2018
M. Klik, Teorie mitu. Współczesne literaturoznawstwo francuskie (1969-2010), Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2016
R. Żuchowicz, Wielka Lechia. Źródła i przyczyny popularności teorii pseudonaukowej okiem historyka, Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa, Warszawa 2018
B.M. Puchalska-Dąbrowska, Beda Czcigodny i bohaterowie Historii kościelnej narodu angielskiego w polskim piśmiennictwie religijnym XVI-XVIII wieku, Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa, Warszawa 2017
P. Dubois, O odzyskaniu Ziemi Świętej. Traktat o wojnie i pokoju, przekł. M. Satora, Wydawnictwo inforteditions, Zabrze-Tarnowskie Góry 2017
M. Beard, Partenon, Rebis, Poznań 2017
P.T. Dobrowolski, Świat ze słów. Angielskie miesięczniki XVIII wieku. Media, informacja i opinia publiczna, Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, Warszawa 2018

wtorek, 13 marca 2018

Czy u schyłku XV w. Wenecja chciała zagarnąć Pizę?

Dzisiejszy wpis jest trzecim komentarzem do tekstu Pamiętników Ludwika Tuberona (pierwszy dotyczył tajemniczej rzeki Horion, drugi zaś Michała Pakosa).

Znaczną część Pamiętników zajmuje opis stosunków wenecko-osmańsko. Przystępując do opisu wydarzeń tzw. drugiej wojny osmańsko-weneckiej (1499-1503) Tuberon starał się wyjaśnić przyczyny, które doprowadziły do jej wybuchu. Według niego wenecjanie sprowokowali turecki atak, ponieważ sprzymierzyli się z Francuzami, wzywając ich króla Karola VIII do interwencji w Italii. Pojawienie się Francuzów po drugiej stronie Alp (w 1494 r.) jako bezpośrednie zagrożenie dla swego państwa odebrać miał padyszach Bajezid II i w związku z tym zaatakował tych, którzy to zagrożenie sprowokowali.

Dlaczego według Tuberona wenecjanie mieliby pragnąć francuskiej interwencji? Otóż przyczyną tego, twierdził Dalmata, była ich nienawiść względem Ludwika Sforzy, ponieważ to za jego przyczyną nie udało im się zdobyć Pizy, „miasta w Etrurii”.

Tuberonowa interpretacja wydarzeń jest błędna, ponieważ to właśnie Ludwik Sforza był osobą, której najbardziej zależało na ściągnięciu do Włoch Francuzów, wenecjanie zaś nie mieli w tym żadnego interesu i nie wzywali ich do przybycia za Alpy. Republika w tym czasie pozostawała neutralna.

Skąd zatem pomysł, że Francuzów do Italii sprowadzili wenecjanie? Warto zwrócić uwagę na jedno zdanie pojawiające się w Księciu Niccolò Machiavellego: „Króla Ludwika wprowadziła do Italii ambicja Wenecjan, którzy przez jego przybycie chcieli dla siebie zyskać połowę Lombardii”. Jest to w ogólnym sensie bliskie temu, co zapisał w swych Pamiętnikach Dalmata. Przyjrzyjmy się jednak tej kwestii uważniej. Tuberon twierdził zatem, iż wenecjanie chcieli zgarnąć dla siebie Pizę, „miasto w Etrurii”, czyli w Toskanii. To stwierdzenie wydaje się być dalekie od prawdy zważywszy, iż Piza, położona nad Morzem Tyrreńskim, czyli na zachodnim, przeciwległym w stosunku do miasta na lagunie wybrzeżu Półwyspu, odległa jest od Wenecji o ponad 300 km. Co więcej, Sforzowie, władcy Mediolanu, nie mieli nic do powiedzenia w sprawie przynależności miast toskańskich. Jest to oczywista pomyłka kronikarza, na którą nie zwrócili uwagi wydawcy tekstu.

Bliższe prawdy może być natomiast to, o czym wspominał Machiavelli. Otóż Lombardia, położona na północy Włoch, ze stolicą w Mediolanie, rządzona przez Sforzów, graniczyła z terytorium Wenecji. Korzystając z drugiego najazdu francuskiego, prowadzonego przez króla Ludwika XII, sprzymierzeni wówczas z najeźdźcami wenecjanie zajęli część Lombardii, docierając do miasta Lodi (1499). Kampania wenecka w Lombardii była zatem prowadzona niemal w tym samym czasie, co osmańskie uderzenie przeciwko mieście na lagunie. Ta równoczesność wydarzeń mogła wprowadzić zamieszanie w niezbyt dokładne informacje dalmackiego kronikarza (zauważmy, iż mieszał on dwie kolejne inwazje francuskie: pierwszą, prowadzoną w latach 1494-1495 przez króla Karola VIII i drugą, rozpoczętą przez jego następcę, Ludwika XII, w 1499 r.) i doprowadzić go do sformułowania tezy dotyczącej weneckiej inicjatywy w sprowokowaniu Francuzów do ataku.

Pozostaje pytanie, czy Tuberon mógł widzieć jakiś odpis Księcia pióra florenckiego humanisty? Bez konkretniejszych dowodów trudno ocenić, czy było to możliwe, choć z pewnością nie było wykluczone. Machiavelli napisał swoje dzieło w 1513 r. (po raz pierwszy zostało ono wydane drukiem dopiero 19 lat później, w 1532 r., już po śmierci Tuberona). Bardziej prawdopodobne wydaje się jednak, że obaj pisarze korzystali z podobnie brzmiących przekazów ustnych.

poniedziałek, 5 marca 2018

M. Rosa, Kolumb. Historia nieznana

Książkę Manuela Rosy przeczytałem już przed rokiem. Złościła mnie ona i to, co w niej czytałem, wywoływało mój sprzeciw, miałem więc ochotę napisać o związanych z tą lekturą wrażeniach. Z różnych przyczyn jednak do tej pory to odkładałem. „Nieznana historia Kolumba” wciąż jednak drażniła mnie gdzieś w środku, nie dawała spokoju i w końcu muszę do niej wrócić. 

Wpis ten nie jest recenzją książki Rosy. Zestawiam poniżej jedynie część uwag dotyczących nieporozumień, nieścisłości, błędów i zafałszowań, jakie się w tej publikacji znalazły. Zestawienie to oczywiście nie jest kompletne. Co do niektórych kwestii szczegółowych nie czuję się wystarczająco kompetentny, by je komentować. Inne bardzo trudno jest wyjaśnić z powodu braku dotyczących ich źródeł. Te braki w podstawie źródłowej do badania biografii Krzysztofa Kolumba zachęcają pewien rodzaj historyków-amatorów do snucia dziwacznych spekulacji na jej temat, te spekulacje zaś, nie ujęte w rygor dyskursu naukowego, prowadzą niejednokrotnie na odludne manowce i bezdroża, tak jak stało się to w przypadku „Kolumba historii nieznanej”.

Nie odnoszę się do większości tych fragmentów, w których argumentacja Rosy jest „tylko” mocno naciągana, a takich fragmentów jest w jego tekście bardzo wiele. Co krok, co stronę nagina on fakty i interpretuje je w taki sposób, by zawsze „dowodziły” jego fantastycznych teorii. Co gorsza, jego wywody często są po prostu bałamutne. Próbuje on za pomocą efekciarskiej retoryki sprowadzić do absurdu fakty czy ich interpretacje nie pasujące do jego własnej teorii, czasem świadomie je przekłamując. Źródła traktuje wybiórczo i całkowicie neguje te ich fragmenty, które przeczą jego teoriom, bezkrytycznie natomiast wierzy w każde słowo tam, gdzie mu to odpowiada. Tym bardziej jednak zachęcam Czytelników do samodzielnych poszukiwań, poprawiania błędów portugalskiego historyka amatora i dokonywania uzupełnień poniższego zestawienia.

piątek, 2 marca 2018

Lutowe nabytki książkowe

C. Epstein, Wzorcowy nazista: Arthur Greiser i okupacja Kraju Warty, Wrocław 2010
A. Maciąg-Fiedler, Astrorum divina ars et scientia. Słownictwo astronomiczne w łacińskich pismach polskich autorów doby średniowiecza, Kraków 2016
K. Baczkowski, Stosunki habsbursko-jagiellońskie w ostatnich latach życia cesarza Maksymiliana I na tle spraw wschodnich, Kraków 2014
J. Tyldesley, Klątwa Tutanchamona. Niedokończona historia egipskiego władcy, Poznań 2012
A. Velho, Relacja z wyprawy Vasco da Gamy do Indii, Gdańsk 1996
B. Cecota, Arabskie oblężenie Konstantynopola w VII-VIII wieku. Rzeczywistość i mit, Łódź 2015
B. Diaz del Castillo, Pamiętnik żołnierza Corteza czyli Prawdziwa historia podboju Nowej Hiszpanii, (wybór), tłum. A.L. Czerny, Łódź 1986
Izydor z Sewilli, Historia Gotów, Wandalów i Swebów, opr. A. Foryt, Kraków 2017
Pliniusz, Historia naturalna, Tom 1: Kosmologia i Geografia. Księga II-VI, Wrocław 2018
J.H. Parry, Morskie imperium Hiszpanii, Gdańsk 1983
W. Hensel, Polska starożytna, Wrocław 1980
Holy War in Late Medieval and Early Modern East-Central Europe, wyd. J. Smołucha, J. Jefferson, A. Wadas, Kraków 2017
J. Le Goff, N. Truong, Historia ciała w średniowieczu, Warszawa 2018
W. Fałkowski, Pierwsze stulecie Jagiellonów, Kraków 2017
Zwycięzcy i przegrani w dziejach średniowiecznych i wczesnonowożytnych Czech i Polski, red. W. Iwańczak, D. Karczewski, Kraków 2012
Książka dawna i jej właściciele, t. 1-2, red D. Sidorowicz-Mulak, Wrocław 2017

wtorek, 27 lutego 2018

Ł. Czeszumski, Książę

Dotychczas na  blogu nie pisałem o powieściach historycznych, ale zawsze w końcu musi nadejść ten pierwszy raz... Trudno zawodowym historykom ignorować to zjawisko.

Historia jest moją pasją, dlatego też z niezwykłą przyjemnością odnotowuję fakt, że polska powieść historyczna ma się dobrze, a literaci uprawiający ten gatunek wciąż mają dla nas wiele ciekawych opowieści. Dzięki wielu zdolnym pisarzom, do których grona dołączył także podróżnik i reporter Łukasz Czeszumski, ten rodzaj literatury rozwija się i przyciąga nowych czytelników.

„Książę” to wciągająca powieść przygodowa spod znaku płaszcza i szpady. Jest oczywiste, że historyk czytający beletrystykę historyczną zawsze będzie ją oceniał przez pryzmat swojej wiedzy, co zazwyczaj nie jest korzystne ani dla powieści, ani dla samej lektury. Jasne, że także Łukaszowi Czeszumskiemu zdarzają się pewne potknięcia i anachronizmy. W moim przekonaniu jednak nie odbierają one przyjemności z czytania jego dzieła. 

Ogólnie ramy faktograficzne, w jakich umieszczona została akcja powieści, są zgodne z rzeczywistością historyczną, niemniej sam jej kontekst historyczny jest mało wyraźny i pozostaje rozmyty. Stanowi tylko pobieżnie naszkicowane tło dla przygód bohaterów opowieści i czytając ją nie dowiemy się, co właściwie działo się w Italii około 1520 r. i o co toczyły się trwające tam walki, w których zmagali się Hiszpanie i Francuzi, Niemcy i Szwajcarzy. Nie jest to jednak kwestia pierwszorzędnej wagi, „Książę” bowiem nie jest podręcznikiem akademickim, a potencjał książki oparty jest na jej wartościach literackich.

Odnosząc się do faktografii: zagadnieniem wartym skądinąd odrębnego omówienia naukowego  są mikrohistorie – biografie postaci takich jak fikcyjny główny bohater „Księcia”, Jarosław Burzyński, czyli polskich „błędnych rycerzy” epoki nowożytnej. Nie było ich zbyt wielu, Polacy raczej niezbyt często puszczali się w daleki świat w poszukiwaniu przygód wojennych. Bywało wszakże i tak, lecz o tych, którzy wybrali taki żywot, nie wiemy zbyt wiele. Ale kto wie, może w trzeciej części „Krwi wojowników” Burzyński spotka się ze Stanisławem Łaskim, pochodzącym z sieradzkiego szlachcicem pozostającym przez kilka lat w służbie francuskiego króla Franciszka I…?

Warto zaznaczyć, że postaci pojawiające się na kartach powieści, zarówno historyczne, jak i fikcyjne, zostały bardzo ciekawie naszkicowane. Interesująco prezentuje się choćby szwajcarski najemnik i malarz Urs Graf (postać historyczna). Łukasz Czeszumski z wielkim talentem opowiada o sprawach wojskowych, m.in. pisząc o hiszpańskich tercios. Znakomity jest barwny opis bitwy pod Bicoccą. Wybornie czyta się fragmenty powieści poświęcone roli propagandy politycznej i legitymizacji władzy, w służbę których zaprzęgano sztukę (zjawisko jak najbardziej prawdziwe!) – tutaj konkretnie pióro Pietra Aretino i pędzel pewnego fikcyjnego weneckiego malarza-batalisty. A wreszcie doskonale poprowadzony został opis intrygi dyplomatycznej, zmontowanej przez protagonistę powieści, kalabryjskiego księcia Damiano Dimarco, której celem była zmiana sojuszów polityczno-militarnych Wenecji. Wszystko to daje nam bardzo plastyczny literacki obraz początku lat 20. XVI w. w rozrywanej konfliktami, ale też pełnej przepychu i bawiącej się (czy też: grzeszącej) do upadłego Italii.

Jeśli lubicie literaturę przygodową w historycznym sztafażu i zastanawiacie się, czy warto sięgnąć po książkę Czeszumskiego, odpowiadam: warto! Ja z niecierpliwością czekam już na kolejny tom „Krwi wojowników”.