sobota, 10 sierpnia 2019

Dedykacja Francisca Palla dla Antoniego Mączaka

Nadbitka tekstu rumuńskiego mediewisty Francisca Palla z dedykacją dla Antoniego Mączaka. Nadbitkę tę nabyłem kilka lat temu na Allegro wraz z innymi materiałami, które - jak się później zorientowałem - należały niegdyś do księgozbioru Profesora Antoniego Mączaka. Było to dla mnie odkrycie tym ważniejsze, iż uważam A. Mączaka za jednego z moich mistrzów, choć nigdy nie spotkałem go osobiście. Jego książki jednakże wywarły duży wpływ na moją drogę naukową.

Więcej dedykacji w albumie "Habent sua fata libelli". 

Dedykacja Brygidy Kürbis dla Tadeusza Manteuffla

Kronika Wielkopolska, wyd. B. Kürbis, Warszawa 1970 („Pomniki Dziejowe Polski”, seria II, tom VIII)

Dedykacja Brygidy Kürbis dla Tadeusza Manteuffla. Książkę tę po Profesorze Manteufflu odziedziczył Profesor Edward Potkowski. Obecnie stanowi moją własność.

Warto zwrócić uwagę, iż już 1970 r. Brygida Kürbis pisała o sobie "wydawczyni". Jest to ciekawy przyczynek do dyskusji na temat żeńskich form stanowisk i zawodów.

Więcej dedykacji w albumie "Habent sua fata libelli". 

piątek, 9 sierpnia 2019

Dolce far niente

Ilustracja: http://sidmeetsnik.com/dolce-far-niente
Tegoroczne lato upływa pod znakiem oczekiwania.

5 kwietnia do Wydawnictw Uniwersytetu Warszawskiego przesłałem gotowy tekst nowej książki. Ponad dwa miesiące czekałem na recenzje, które – jak się okazało – były niejednoznaczne. Głównym powodem niechęci recenzentów jest to, że komentując polską edycję „Pamiętników o czasach moich” Ludwika Tuberona, kilkakrotnie wskazywałem na błędy popełnione przez wydawców (pisałem o tym na blogu: https://ohistorii.blogspot.com/search/label/Ludwik%20Tuberon). W tej sytuacji Wydawnictwo postanowiło poprosić o trzecią opinię (nb. informując mnie o tym pani redaktor pozwoliła sobie na złośliwość pod moim adresem, co było niezbyt profesjonalne). Czekam zatem na trzecią recenzję.

Czekaliśmy wszyscy także na nowy wykaz czasopism punktowanych (pisałem o tym tu: https://www.facebook.com/ohistorii/posts/1326464180850569). Po jego ogłoszeniu i dostosowaniu napisanego wcześniej artykułu do wymagań czasopisma dwustupunktowego, pozostaje czekać na proofreading i na acceptance (or rejection) of the submission.

Właściwie mógłbym zacząć pisać kolejny artykuł (mam nawet kilka pomysłów), ale na dobrą sprawę nie ma takiej potrzeby, ponieważ za bieżący okres parametryzacyjny (2017-2020) będę miał wypełnione wszystkie cztery sloty publikacyjne (piękny volapük, prawda? Takim językiem teraz trzeba się posługiwać w kontaktach z biurokracją). Nie potrzebuję więc żadnych nowych publikacji aż do 2021 roku. Nonsens? Zapewne. Ale tak sytuację kształtuje nowa ustawa.

Na dobrą sprawę aż do czasu otrzymania trzeciej recenzji z Wydawnictwa mogę sobie siedzieć w fotelu i czytać książki li tylko dla przyjemności. Dziękuję, Panie Ministrze.

Nowy wykaz czasopism punktowanych

Dwa miesiące temu skończyłem pisać artykuł, który chcę opublikować za możliwie dużą liczbę punktów. Ze zgłoszeniem do publikacji czekałem na ogłoszenie ministerialnej listy czasopism. Wczoraj okazało się, że czasopismo, z którym planowałem współpracować, otrzymało „tylko” 70 punktów. Wybrałem więc inne, niezbyt pasujące, ale obdarzone dwustoma punktami i jako w zasadzie jedyne z tej górnej półki w mojej dyscyplinie mniej więcej odpowiadające profilem przygotowanemu przeze mnie tekstowi. Teraz więc siedzę i przerabiam tekst i opisy bibliograficzne, żeby uczynić zadość wymaganiom redakcyjnym owego czasopisma drugiego wyboru*. I cały czas muszę powtarzać sobie, żebym nie zapomniał: Ministerstwo ogłosiło koniec punktozy. Co za ulga.

*Pierwsze czasopismo tematycznie idealnie odpowiada omawianej przeze mnie problematyce i gotowe było opublikować mój tekst. To jednak okazuje się mniej ważne. Najważniejsze są punkty oceny parametrycznej. Musimy więc podejmować nie takie decyzje, które mają sens, tylko takie, które przyniosą więcej punktów, nawet jeśli jest w nich niewiele sensu. Koniec końców w tabelce lepiej mieć 200 paranoicznych punktów niż tylko 70 choćby najgenialniejszych.

Nie wspominam już o takim drobiazgu jak ten, że publikując w pierwszym czasopiśmie miałbym szansę dotrzeć do większości zainteresowanych daną problematyką historyków, ale otrzymałbym tylko 70 punktów. Publikując w drugim mam szansę na 200 punktów, ale trudno powiedzieć, czy tekst trafi do tych badaczy, którzy naprawdę byliby nim zainteresowani. Jednak skoro MNiSW postawiło mnie przed wyborem: albo dobro mojej dyscypliny i Wydziału, albo dobro nauki w ogóle i szerokiej, a więc niesprecyzowanej społeczności, decyzja może być tylko jedna.

niedziela, 21 lipca 2019

M. Magini, Jakby nie było nikogo

„To, co zwykliśmy nazywać Historią, to nic innego jak szereg porozumień i decyzji na wysokim szczeblu, zarówno tych wspaniałomyślnych, jak i zwyczajnie niegodziwych. Lecz siły sprawczej Historii należy szukać gdzie indziej. Siła sprawcza Historii to miliony ludzkich istnień borykających się ze swymi frustracjami, swoimi obawami, niejednoznacznością swojego położenia. To osoby, które nie podejmują może przełomowych decyzji, ale robią to, co jest w ich mocy. Być może się mylą, być może reagują zbyt późno, lecz jednak usiłują pielęgnować w sobie ludzkie odruchy i choć nie zawsze udaje im się zwyciężyć, wybierają drogę pod prąd, by nie stracić człowieczeństwa”.

M. Magini, Jakby nie było nikogo, Warszawa 2016, s. 201-202

K. Varga, Langosz w jurcie

„[...] cokolwiek by mówić, komuniści uważali jednak kulturę za ważny element życia, edukacji i kontroli umysłowej, to demokracja ma kulturę gdzieś. I nie wiadomo za bardzo, co lepsze: czy zamordyzm świadomy, że za pomocą kultury może wychowywać sobie społeczeństwo, czy liberalizm uważający kulturę za fanaberię nieudaczników”.

K. Varga, Langosz w jurcie, Wołowiec 2016, s. 206

Co ciekawe, tę refleksję można odnieść nie tylko do kultury, lecz także do nauki, w szczególności do nauk społecznych, a przede wszystkim do humanistyki. Nawet nie żywiąc wielkiego sentymentu do rzeczywistości PRL trudno nie dostrzegać, że przez kilkanaście ostatnich lat humanistyka była podduszana, a obecnie trwa proces jej dorzynania. Humanistyka stała się dla polityków szkodliwą i nikomu niepotrzebną „fanaberią nieudaczników”.