sobota, 24 września 2022

Czekoladowa przyszłość

Jeden z niemieckich producentów czekolady w 1900 r. opublikował wizualizacje przewidujące, jak będzie wyglądało życie po upływie stulecia. Sprawdźcie, czy coś się spełniło 😉

O przyszłości z całą pewnością możemy wiedzieć tylko jedno: będzie ona zupełnie inna niż to sobie możemy wyobrazić. A jak powiedział Niels Bohr, "
Przewidywanie jest bardzo trudne, szczególnie jeśli idzie o przyszłość".

Za starzy na doktorat?


Skan przedstawia wypowiedź prof. Andrzeja Staruszkiewicza, fizyka. Trudno te słowa traktować poważnie i można byłoby je uznać jedynie za taką sobie anegdotkę niewartą nawet powtarzania gdyby nie fakt, że od czasów min. B. Kudryckiej systemy ewaluacji nauki wymyślane są właśnie przez ścisłowców, a humaniści oceniani są według tego rodzaju kryteriów. Protestujemy i piszemy o tym od lat, ale bez rezultatów (pomijam tymczasem fakt, że cała ewaluacja ostatnio została całkowicie skompromitowana przez obecne Ministerstwo Edukacji i Nauki). Postulaty takie są całkowicie absurdalne w odniesieniu do nauk humanistycznych, w których przed zdobyciem stopnia naukowego należy przede wszystkim zapoznać się z obszernym korpusem źródeł i opracowań, przeanalizować je, przemyśleć, zmierzyć się intelektualnie z postawionym problemem, jego rozwiązaniem, a wreszcie opisaniem. W humanistyce najpierw akumulujemy wiedzę, by później zrobić z niej użytek i stworzyć coś nowego. To wszystko wymaga czasu i jest praktycznie niemożliwe do zrealizowania w czasie, który prof. Staruszkiewiczowi wydaje się optymalny.

W cytowanym wywiadzie pada jeszcze kilka innych interesujących stwierdzeń. W fizyce jedną z nielicznych poprawnych teorii jest stała struktury subtelnej, którą Staruszkiewicz oblicza od lat 80. XX w. Dodajmy, że pracuje nad nią samotnie, ponieważ nikt inny nie jest nią zainteresowany (ciekawe dlaczego?). Natomiast co do innych teorii: zasada antropiczna – bzdura („Całkowicie ją odrzucam”); teoria strun – bzdura (zerowe wyniki przy ogromnym nakładzie na badania); teoria cząstek elementarnych – też raczej bzdura („zbyt pilne śledzenie danych eksperymentalnych jest szkodliwe, gdyż jest ich za dużo, by można je było umysłowo opanować”); mechanika kwantowa – brzydka matematycznie, ale nie wiadomo dlaczego daje dobre wyniki. Wygląda to tak, jakby profesor przyznawał sobie monopol na prawdę, a to zawsze jest podejrzane.

poniedziałek, 5 września 2022

Polityka historyczna


Tzw. „Raportu o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej. 1939-1945” nie zamierzam komentować, ponieważ – podobnie jak tzw. „raporty” komisji A. Macierewicza, powstające w tym samym klimacie i środowisku politycznym, a ośmielam się stwierdzić, że także przy wykorzystaniu podobnej metodologii – nie ma on nic wspólnego z nauką w ogóle, a z historią w szczególności. Tłumaczą to w swoich wpisach Prof. Prof. Przemysław Wiszewski oraz Dobrochna Kałwa. Redaktorem tego wydawnictwa jest Prof. Konrad Wnęk z Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, który pochwalił się tym faktem na swojej stronie Facebookowej, choć to powód raczej do zażenowania niż do dumy.

Zła passa tzw. "historii najnowszej" trwa. Najpierw tzw. "podręcznik" Roszkowskiego, teraz tzw. "raport" Kaczyńskiego... Jeśli ktokolwiek miał jakiekolwiek wątpliwości, do jakich patologii prowadzi tzw. "polityka historyczna", czyli de facto próby podporządkowywania nauki polityce i ideologii partii rządzącej, to właśnie otrzymał przykłady wołające o pomstę do nieba.

sobota, 20 sierpnia 2022

"Linia historyczna" win


"Linia historyczna" win z etykietami przedstawiającymi m.in. Hitlera i Mussoliniego, zapoczątkowana w 1995 r., w przyszłym roku ma zniknąć z rynku. Friulańscy winiarze mają już dość kontrowersji, które nieprzerwanie towarzyszą ich produkcji. Zastrzegają przy tym, że całkowicie dystansują się od ideologii faszystowskiej i nazistowskiej i wyjaśniają, że wygrali już trzy procesy sądowe związane z takimi oskarżeniami. Na stronie internetowej firmy, w widocznym miejscu, znajduje się zastrzeżenie, że prowadzi ona działalność wyłącznie komercyjną i odcina się od wszelkiego rodzaju propagandy politycznej.

W tle pojawiają się dyskusje dotyczące odniesień do faszyzmu w działalności współczesnych włoskich partii politycznych.

Mimo tych uników, opieranie działalności komercyjnej na wizerunkach tego rodzaju postaci historycznych budzi mój niesmak. Cosa ne pensate?, chciałoby się zapytać.

https://www.repubblica.it/il-gusto/2022/08/18/news/stop_alla_produzione_del_vino_con_le_etichette_del_duce_e_di_hitler-362141494

czwartek, 4 sierpnia 2022

Splendor i wiedza. Biblioteka królewska Stanisława Augusta


Na panowanie Stanisława Augusta Poniatowskiego patrzymy często przez pryzmat jego związków z carycą Katarzyną oraz rozbiorów i upadku Rzeczpospolitej. Opublikowany przez Arx Regia - Wydawnictwo Zamku Królewskiego w Warszawie tom esejów poświęconych królewskiej bibliotece, ale także tworzonej przez Stanisława Augusta kolekcji rycin, malarstwa, grafiki (tu szczególnie esej Jolanty Talbierskiej), rzeźb, instrumentów naukowych, kartografii, numizmatów (o tym pisze Marta Męclewska), naturaliów i innych tego rodzaju eksponatów (jego mecenat miał charakter prawdziwie uniwersalny) przedstawia tego władcę w innej perspektywie. Autorzy zawartych w tym tomie tekstów, badacze z Polski i Ukrainy, nie wchodząc w rozważania na tematy polityczne, rozjaśniają nieco tę czarną legendę otaczającą ostatniego elekcyjnego króla Polski oraz okres jego rządów.

Jak pisze w słowie wstępnym Wojciech Fałkowski, publikacja ta „jest w istocie rodzajem informatora o stanie wiedzy i środowisku intelektualnym w Polsce pod koniec XVIII w.”. I choć w istocie stanisławowska Kunstkammera nie odegrała znaczniejszej roli w rozwoju polskiej nauki czy kultury, stanowiła ważne zjawisko, które dziś należy badać sine ira et studio.



Prezentowana publikacja poświęcona jest problematyce królewskiego kolekcjonerstwa, zainteresowań intelektualnych Stanisława Augusta oraz jego mecenatu kulturalnego i naukowego. Tematem wiodącym pozostaje jednak stanisławowska biblioteka, która została opisana bardzo szczegółowo w zakresie jej kompletowania, przyrostów, sposobu nabywania książek, zakresu i organizacji księgozbioru oraz jego katalogowania, wyposażenia i umeblowania pomieszczeń w których książki przechowywano. Badacze podkreślają wagę, jaką monarcha przywiązywał do programu ideowego swojej biblioteki, z czym wiąże się kwestia czytelników i wypożyczeń, jako że zamiarem króla było utworzenie biblioteki publicznej, dostępnej dla wszystkich zainteresowanych, dlatego też planowo budował on księgozbiór o użytkowym charakterze i nowoczesnym profilu. Równie istotne były kwestie personalne, czyli dobór opiekujących się zbiorami bibliotekarzy oraz księgarzy, z usług których król korzystał.

Poznajemy wreszcie ogólnie losy księgozbioru po upadku Rzeczpospolitej i śmierci króla – w 1803 r. Tadeusz Czacki zakupił ją na potrzeby tworzonego w Krzemieńcu Gimnazjum Wołyńskiego, późniejszego Liceum Krzemienieckiego, a po upadku powstania listopadowego władze carskie przeniosły kolekcję do Kijowa, włączając ją do biblioteki tamtejszego uniwersytetu; księgozbiór stanisławowski w swym zasadniczym zrębie pozostaje w Kijowie do dziś. Trzeba wszakże od razu wyjaśnić, że omawiana książka, będąca zbiorem luźno powiązanych ze sobą szkiców, nie stanowi systematycznego zarysu dziejów biblioteki królewskiej.

Dla mnie osobiście najciekawszą część zbiorów królewskich stanowiła kolekcja inkunabułów, omówiona przez Halinę I. Koval'čuk. Za równie ciekawy uważam tekst poświęcony rękopisom z Collectio Regia, autorstwa Ol'gi P. Stepčenko. Alina Dzięcioł sięgnęła m.in. do początków biblioteki, zestawiając informacje dotyczące książek nabywanych przez Poniatowskiego jeszcze przed jego wyniesieniem na tron królewski, a także nabytków późniejszych. Dowiadujemy się, jakie istniejące wcześniej kolekcje, w całości lub częściowo, trafiły do biblioteki królewskiej, której wielkość ostatecznie w 1798 r. osiągnęła ponad 18 500 woluminów.

Bardzo interesującym zabiegiem jest wykorzystanie przez autorów kolejnych tekstów różnego rodzaju źródeł, co pozwoliło im rozpatrywać zagadnienie królewskiej „księgarni” w różnych aspektach. I tak np. Przemysław Wątroba bada rysunki znajdujące się w Gabinecie Rycin Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie, omawiając na ich podstawie architekturę biblioteki zamkowej. Natomiast Henryk Bartoszewicz pisze nie tylko o zbiorach kartograficznych króla, ale także o rozwoju kartografii polskiej w okresie jego panowania (kartografika stanisławowskie znajdują się obecnie w Archiwum Głównym Akt Dawnych). Nawiasem mówiąc, pokazuje to, jak rozproszone pomiędzy różne instytucje pozostają dziś zbiory królewskie.

Jako jeden z nielicznych niedostatków omawianej publikacji wskazać trzeba brak artykułu przedstawiającego zbiory Stanisława Augusta na tle innych Kunstkammer tworzonych w Polsce i krajach z nią sąsiadujących w epoce oświecenia. Opracowanie takie byłoby bardzo pożądane, gdyż dzięki niemu można byłoby spojrzeć na zjawisko kolekcjonerstwa królewskiego umieszczając je w odpowiednim kontekście. Niemniej pomimo tej luki otrzymaliśmy wszechstronnie nakreślony obraz wspaniałej, imponującej i ważnej kolekcji. Ta bardzo starannie przygotowana edytorsko, bogato ilustrowana publikacja zainteresuje historyków, historyków sztuki i nauki oraz bibliologów.

Przede mną jeszcze lektura dwóch tomów katalogu księgozbioru Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Splendor i wiedza. Biblioteka królewska Stanisława Augusta. Eseje, red. A. Dzięcioł, T. Jakubowski, Warszawa 2022

czwartek, 28 lipca 2022

Egzemplarz pieczętny "Statutów" Jana Łaskiego


Ciekawostka. Jeden z moich fejsbukowych znajomych historyków-amatorów opublikował wczoraj post z informacją, że Szwedzi jednak nie oddadzą Polsce egzemplarza „Statutów” Jana Łaskiego, zagrabionego podczas Potopu (podobno pojawił się taki pomysł i był omawiany przez szwedzkie władze). Wiadomość tę opatrzył zdjęciem pieczętnego egzemplarza „Statutów” ze zbiorów Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie oraz komentarzem, że jako jedyny został on ozdobiony iluminacjami malarskimi o wysokim poziomie artystycznym. W komentarzu poprosiłem o źródło tej informacji ze Szwecji oraz wyjaśniłem, że „Statuty” nie mają żadnych iluminacji, a to, co widać na fotografii, to kolorowany drzeworyt. Jedyną odpowiedzią było usunięcie mnie z grona znajomych.

***

Być może nawet ciekawsze od samego egzemplarza pieczętnego jest to, co widać na zdjęciu po lewej stronie drzeworytu z Janem Łaskim i królem Aleksandrem. Jest to jednokartkowy druczek nazywany „Modlitwą do św. Rocha”, wytłoczony przez Jana Hallera, nakładem Jana Łaskiego, 4 II 1506 r. Druczek ten podklejony został na wewnętrznej stronie górnej okładziny pieczętnego egzemplarza „Statutów” i bez wątpienia jedynie dzięki temu zachował się do dziś.

Poniżej tytułu zamieszczono tutaj drzeworyt przedstawiający (licząc od lewej) klęczących św. Sebastiana przeszytego strzałami oraz ubranego w długą szatę Jana Łaskiego, ukrzyżowanego Zbawiciela, a wreszcie (skrajnie po prawej) św. Rocha. Roch przedstawiony jest tutaj zgodnie z najbardziej rozpowszechnionym schematem jego wizerunku – w pielgrzymim odzieniu, z sakwą i kijem, wskazujący palcem dżumową dymienicę na udzie. Poniżej drzeworytu dodano podpisy pod postaciami świętych oraz Chrystusa. Postać Łaskiego nie jest opatrzona podpisem, jednakże w obrębie ramki drzeworytowej, tuż przed kanclerzem przy jego kolanach, umieszczony jest herb Korab. Głowa Jezusa zwrócona jest w stronę Łaskiego, klęczącego najbliżej krzyża. Od jego złączonych w modlitewnym geście dłoni biegnie wstęga z napisem Miserere mei Deus, zaś na najmniejszym palcu prawej dłoni zawieszony ma beret. U dołu karty czytamy, iż druczek ten wydany został „nakładem czcigodnego męża, pobożnie zatroskanego o powszechne zbawienie”.

Treść druku stanowią cztery modlitwy codzienne: do Syna Bożego (najdłuższa, 18 wierszy), do św. Sebastiana (9 wierszy), do św. Rocha (2 wiersze) oraz Marii (2 wiersze). Wszystkie modlitwy są błaganiami o obronę przed zarazą.

Dla kanclerza bezpośrednim impulsem do podjęcia inicjatywy tego rodzaju stać się musiała ciężka zaraza, która panowała w Polsce od lata do początków grudnia 1505 roku. Przedstawieni na naszym drzeworycie święci Sebastian i Roch cieszyli się największą sławą spośród kilkudziesięciu patronów chroniących przed morowym powietrzem, zarówno w Polsce, jak i w całej Europie.

Tym, co w zdecydowany sposób odróżnia omawiany tutaj drzeworyt od wszelkich innych przedstawień powstałych według przyjętego schematu jest fakt, iż postać klęczącego z odkrytą głową kanclerza nie została wyposażona w żadne oznaki pełnionej godności (łańcuch na szyi czy też pieczęć). Jest to jedyne znane, pochodzące z tego okresu polskie przedstawienie ikonograficzne wysokiego urzędnika państwowego, na którym pozbawiony jest on wszelkich insygniów pełnionego urzędu.