piątek, 22 grudnia 2023

D. Charpin, Sztuka czytania i pisania w Babilonie

Kiedy mówimy o początkach cywilizacji europejskiej, zazwyczaj mamy na myśli świat grecko-rzymski, zapominamy natomiast o Mezopotamii. Niesłusznie, bowiem to tam, jak głosi polski tytuł wydanej przed kilkoma dekadami książki S.N. Kramera, narodziła się historia. W bon mocie tym tkwi spora doza prawdy, gdyż to właśnie w Międzyrzeczu dokonano wynalazku, bez którego ani historia, ani nasza cywilizacja nie mogłyby powstać. Pomiędzy Tygrysem a Eufratem wynaleziono pismo.
 
Same początki pisma są dość niejasne i obecnie nie jesteśmy w stanie nic na ich temat powiedzieć. Według dzisiejszego stanu wiedzy pojawiło się ono dość nagle jako już ukształtowany system ok. 3200 r. p.n.e.
 
Dominique Charpin, francuski asyriolog, bardzo potoczycie opowiada o różnych aspektach kultury i organizacji społecznej Babilonu, przy czym kultura pisma cały czas pozostaje w centrum jego zainteresowania.
 
Charpin rozpoczyna swój wywód od przedstawienia procesu odczytywania tabliczek klinowych. Warto zwrócić uwagę, że jest to doświadczenie zupełnie odmienne od znanego nam czytania pisma łacińskiego. Przede wszystkim zapis klinowy na tabliczce glinianej jest trójwymiarowy i należy odczytywać go w odpowiednim oświetleniu, ze źródłem światła umieszczonym z lewej strony, „ponieważ dopiero gra światła i cienia wydobywa profil znaków”. A to dopiero początek tej przygody.
 
Autor dowodzi, że praktyczna znajomość pisma klinowego była stosunkowo szeroko rozpowszechniona, co może być dla nas pewnym zaskoczeniem. Omawia naukę czytania i pisania, zbiory tabliczek (archiwa i biblioteki), korespondencję, a także funkcje pisma. Warto zaznaczyć, że piśmienność Asyrii i Babilonu miała charakter w znacznym stopniu pragmatyczny, zasadniczo więc czytanie dla przyjemności nie było praktykowane. Niemniej w Mezopotamii istniała także swego rodzaju „literatura piękna”, taka jak mity i eposy, stanowi ona jednak jedynie niewielki odsetek odnajdywanych tabliczek.
 
Teksty inne niż dokumenty archiwalne (listy, teksty administracyjne i prawne) stanowiła około 4/5 tekstów odnalezionych w bibliotece Asurbanipala w Niniwie. Była to przede wszystkim literatura z zakresu wiedzy religijnej oraz wróżbiarstwa, przeznaczona dla egzorcystów, wróżbiarzy i innych lekarzy z otoczenia królewskiego. Zadaniem tego zbioru było zapewnienie im narzędzi do wypełniania ich obowiązków polegających na niedopuszczeniu, aby jakiekolwiek nieszczęście spotkało osobę władcy. Był to więc także księgozbiór roboczy. Jak dodaje Charpin, „należy zresztą podkreślić, że nawet teksty, które uważamy za ‘dzieła literackie’, miały czasami cel praktyczny”.
 
Niestety polski czytelnik ma do dyspozycji bardzo niewielki wybór literatury dotyczącej dziejów Międzyrzecza, głównie starszej. Tym większe zainteresowanie zatem wzbudziła publikacji książki Dominique’a Charpina, napisanej w sposób bardzo przystępny i zrozumiały także dla osób nie będących specjalistami. Jeśli nadal szukacie prezentu gwiazdkowego, to bardzo polecam to opracowanie.
 
D. Charpin, Sztuka czytania i pisania w Babilonie, tłum. O. Drewnowska, M. Kapełuś, Warszawa 2023

wtorek, 5 grudnia 2023

Humanistyka vs. nauki ścisłe

Jak przedstawiciele nauk ścisłych postrzegają humanistów? Ano właśnie tak. To nie system, w którym polonista czy historyk muszą konkurować o grant z matematykiem czy fizykiem jest zły, źli są roszczeniowi humaniści. Zły nie jest system zaprojektowany przez ścisłowców i dla ścisłowców, w który siłą upycha się także nauki humanistyczne; źli są negujący taką konkurencyjność humaniści. To przykre, że prof. Nowotnemu takie głupstwa przeszły przez usta, ale ta wypowiedź pokazuje, jak wielkie jest pęknięcie pomiędzy humanistyką a naukami ścisłymi i jak bardzo ścisłowcy nie rozumieją humanistyki, ale także systemu nauki, który został zaprojektowany głównie dla nich. Jak mówi porzekadło, syty głodnego nie zrozumie.

W wywiadzie tym zresztą jest więcej nieścisłości i braku logiki. Prof. Nowotny mówi m.in.: „Formułowanie kolejnych apeli o zwiększenie finansowania nauki będzie uczciwe i będzie miało sens tylko wtedy, gdy jednocześnie środowisko poda konkretne, odważne pomysły i plany, co zmienić, by jakość uprawianej w kraju nauki się poprawiła”. Ale w innym miejscu podaje przykład Hiszpana, "który badał egzotyczne organizmy, żyjące w słonych mokradłach na południu Hiszpanii" i dzięki temu "odkrył powtarzające się sekwencje w DNA, które okazały się tzw. CRISPR-em [skrót od Clustered Regularly Interspaced Short Palindromic Repeats]. Jest to system obrony bakterii przed obcym, np. wirusowym, DNA. Ów CRISPR to absolutny przełom w biotechnologii. Umożliwia bowiem „naprawianie” genów powodujących choroby. A zatem niszowe badania podstawowe, inicjowane ciekawością badawczą, zaowocowały nieprawdopodobnym postępem w pracach czysto aplikacyjnych o ogromnym znaczeniu dla współczesnej medycyny". Według logiki Nowotnego tenże Hiszpan, żeby dostać pieniądze na owe niszowe badania, powinien był najpierw przedstawić konkretne pomysły, co zamierza odkryć. Tak, ja rozumiem, że pieniędzy nie powinno się wydawać bez sensu i że w każdym systemie są dziury, przez które fundusze wyciekają. Ale po pierwsze, kiedy humaniści krytykują obecny system i próbują proponować zmiany, to się im odpowiada, że "negują konkurencyjność", a po drugie brakuje mi tu zrozumienia, że nauka rozwija się w sposób probabilistyczny, zaś odkryć nie można zadekretować decyzją administracyjną. Mało tego, w dobrze zaprojektowanym systemie funkcjonowania nauki powinny być przewidziane także środki na finansowanie takich badań, o których z góry wiadomo, że to ślepa uliczka. Bo tak działa nauka, jak w przypadku owego Hiszpana, a nie tak, jak się wydaje Nowotnemu, że wszystko da się zalgorytmizować. Nauka nie rozwija się według konkretnie ustalonych planów i nie polega na odhaczaniu kolejnych punktów na checkliście. To jest lekcja, której ścisłowcy, jak widać, nadal nie odrobili.