niedziela, 14 czerwca 2026

M. Cholewa, Fake off

Fake news, dezinformacja, manipulacja, kłamstwo – to tylko kilka przykładów szkodliwych zachowań informacyjnych, z którymi mamy do czynienia w sferze publicznej. Dzięki mediom cyfrowym stały się one naszą codziennością, a niebezpieczne zjawiska coraz bardziej intensyfikują się wraz z rozwojem sztucznej inteligencji, w tym technologii deep fake. Borykamy się z nimi na co dzień i niestety nikt nie jest na nie odporny. Każdy z nas przynajmniej od czasu do czasu daje się złapać na haczyk nieprawdziwej informacji. Nieco nadziei w tej sytuacji daje to, że mamy instytucje fact-checkingowe, które sprawdzają informacje w naszym imieniu. Dysponujemy także narzędziami, które możemy wykorzystywać sami, by się przed dezinformacją bronić.

 
Zjawisko dezinformacji jest badane i opisywane w rosnącej liczbie publikacji zarówno naukowych, jak i publicystycznych. Do tych ostatnich należy książka Mateusza Cholewy, dziennikarza i zastępcy redaktora naczelnego Stowarzyszenia Demagog. Wszyscy mniej więcej wiemy, czym jest fake news, skąd się bierze, jak się rozprzestrzenia, czego dotyczy i dlaczego są ludzie, społeczności, firmy czy nawet państwa, którym zależy na rozsiewaniu nieprawdziwych informacji w przestrzeni publicznej, brutalizacji i obniżaniu poziomu debaty, niszczeniu zaufania do instytucji, destabilizacji społeczności etc. O tym pisze Cholewa, okraszając teorię aktualnymi przykładami, nie oszczędzając polityków, antyszczepionkowców, podcasterów czy dziennikarzy zapraszających do swoich programów pseudolekarzy. 
 
Już wcześniej pisałem, iż mam nadzieję, że pozycja ta wzbogaci bibliografię opracowań wykorzystywanych na moich zajęciach o pseudonauce. Istotnie, dopisuję. Bo znaczna część tej książki dotyczy pseudonauki właśnie. I Wy także wciągnijcie „Fake off” na listę lektur. Bo Wami też ktoś chce manipulować. 
 
A pseudonauka jest groźna nawet wówczas, gdy na pierwszy rzut oka wygląda zabawnie.

P. Čornej, Rewolucja husycka. Krótka historia

 


Zjawisko średniowiecznych herezji cieszy się zainteresowaniem zarówno wśród badaczy, jak i wśród szerokiego grona odbiorców pasjonujących się historią. Polski czytelnik dysponuje już bogatym wyborem publikacji poświęconych tej problematyce, których nie ma potrzeby w tym miejscu szczegółowo wyliczać. Tymczasem bowiem interesuje mnie wyłącznie jeden z wielu ruchów reformatorskich epoki – czeski husytyzm.
 
Ograniczając zatem zakres wskazówek bibliograficznych wyłącznie do zagadnień związanych z husytyzmem wspomnieć trzeba o pracach Pawła Krasa, Wojciecha Iwańczaka, ale przede wszystkim Stanisława Byliny (m.in. trzytomowa „Rewolucja husycka”) czy Františka Šmahela (również trzytomowa „Rewolucja husycka”). Przed dwoma laty Państwowy Instytut Wydawniczy opublikował dwutomową biografię Jana Žižki autorstwa czeskiego literaturoznawcy i mediewisty Petra Čorneja. Obecnie z tego samego wydawnictwa otrzymujemy krótką historię rewolucji husyckiej pióra tegoż autora.
Husytyzm był ruchem religijno społecznym powstałym na początku XV wieku w Czechach. Wywodził się z nauczania Jana Husa – kaznodziei i reformatora, który krytykował nadużycia popełniane przez Kościół, domagał się powrotu do Ewangelii i postulował moralną odnowę duchowieństwa. Ruch ten stał się impulsem do szerokich przemian społecznych oraz buntów przeciwko władzy kościelnej i świeckiej. Jego fundamentem były zatem zmiany tyleż religijne, co społeczne.
 
Po spaleniu Jana Husa na stosie w czasie soboru w Konstancji (1415) ruch radykalizował się, co doprowadziło do wybuchu tzw. wojen husyckich (1419-1436). Husyci odnieśli szereg zwycięstw militarnych nad próbującymi spacyfikować wznieconą przez nich burzę obrońcami dawnego porządku, a ich armie, zwłaszcza taboryci, stały się symbolem nowatorskiej taktyki na polu walki (por. na ten temat A. Michałek, „Wyprawy krzyżowe. Husyci”, Warszawa 2024). Przez Kościół rzymski czeska propozycja reformy religijnej została stanowczo odrzucona, a zachodnie społeczeństwa potraktowały ją jak próbę rozbicia jedności świata chrześcijańskiego.
 
Książka Čorneja to praca w ścisłym tego słowa znaczeniu popularyzatorska. Składa się na nią seria osiemnastu artykułów przygotowanych dla gazety „Lidové Noviny” z okazji sześćsetnej rocznicy rewolucji husyckiej w Czechach (2020). Wartość tekstów podnosi trafnie dobrany materiał ilustracyjny oraz mapy. Autor w syntetyczny, prosty i jasny sposób przedstawia powstanie, rozwój, zakończenie i bilans tego ruchu religijno-społecznego.
 
Tekstowi zasadniczemu towarzyszą biogramy wybranych postaci dodane w ramce na końcu każdego rozdziału (jeśli pamiętacie kapsułki z podręczników lub książek Normana Daviesa, to wiecie, o co chodzi).
 
„Rewolucja husycka” wznawia po okresie zawieszenia serię tzw. „małych Ceramów” wydawanych przez PIW. Czy to nowe otwarcie można uznać za wyrazisty akcent programowy? Sądzę, iż ta książka ma realne szanse na sukces komercyjny, jako że porusza tematykę budzącą żywe zainteresowanie, a jej narracja została poprowadzona sprawnie, z wyczuciem i odrobiną poczucia humoru, co czyni lekturę wyjątkowo przystępną. Pozostaje natomiast pytanie, co taki właśnie wybór zapowiada odnośnie do dalszych losów serii. Czy rozwijać się ona będzie w kierunku lżejszej popularyzacji? Czas pokaże.

wtorek, 28 kwietnia 2026

T. Rożek, Władza, pieniądze, nauka

 

Nauka nie ma łatwych odpowiedzi na wszystkie pytania, niemniej jest najlepszym narzędziem, jakim dysponujemy, służącym do poznawania świata. Niestety tak jak wszystkie wytwory ludzkiej kultury, także i ona bywa wykorzystywana w złych celach. Czasem rodzą się wokół niej patologie. Istnieją ludzie i grupy, które traktują naukę instrumentalnie, wykorzystując ją do osiągania doraźnych korzyści finansowych, wspierania własnych przekonań ideologicznych lub realizowania celów politycznych. Rezultaty są szkodliwe, a często wręcz zabójcze zarówno dla ludzi, jak i dla całego środowiska naturalnego.
 
Techniki manipulacji nauką bywają różne, np. generuje się nieistniejący spór naukowy (jak w przypadku lobbowania na rzecz przemysłu tytoniowego, w obronie którego powołano specjalny pseudonaukowy instytut mający przedstawiać alternatywne wyniki badań i bronić koncerny przed faktami [sic!] wynikającymi z badań naukowych). Nieuczciwi naukowcy, czy też osoby jedynie udające naukowców, przedstawiają sfabrykowane dane, nierzetelne opinie, manipulują wynikami testów, ukrywają fakty i niekorzystne wyniki badań. Niejednokrotnie nauka przegrywa z korupcją, wielkim biznesem, polityką czy ideologią. Tam, gdzie w grę wchodzą władza oraz interesy finansowe, nauka często zostaje pozbawiona realnych możliwości oddziaływania.
 
Przykładów takich skandalicznych sytuacji, jak te zgromadzone w książce Tomasza Rożka, można byłoby podać oczywiście znacznie więcej (zainteresowanych odsyłam do książki Toma Phillipsa „Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko”; szczególnie polecam historię zastosowania ołowiu jako domieszki do benzyny). Jednak zamysłem Autora było przedstawienie mechanizmu manipulacji nauką, nie zaś wyczerpującego katalogu zdarzeń. Konkluzja pozostaje jednoznaczna: lekceważenie nauki i opinii ekspertów prowadzi do tragicznych konsekwencji. A nauka, choć bywa niedoskonała, pozostaje najlepszym narzędziem, jakim dysponujemy, by zaspokajać naszą ciekawość, poznawać rzeczywistość w całej jej złożoności, czynić nasze życie lepszym i próbować chronić planetę, która jest naszym jedynym domem.
 
Pseudonauka to chwast wyrastający z wielu korzeni. Chciwość jest jednym z nich. I o tym też jest ta książka.

sobota, 28 marca 2026

A. Kantorysiński, Morskie wyprawy przez stulecia


 Nowość, bardzo ładnie wydana, w twardej oprawie, na dobrym papierze i ze świetnymi ilustracjami i mapkami (co jest zdecydowanie atutem tej książki). Tekst na poziomie bardzo popularnym czy wręcz potocznym, napisany ze szczególnym temperamentem, z dużą dozą ironii i rubasznego poczucia humoru oraz odniesieniami do elementów współczesności (np. „ciemny lud wszystko kupi”). Zdarzają się błędy merytoryczne (np. Egipt w epoce napoleońskiej nie był już od prawie 300 lat państwem mameluckim) czy literówki (np. marka amerykańskich samochodów terenowych to Hummer, nie Hammer). Są też swego rodzaju dziwactwa czy anachronizmy językowe – Kantorysiński wielokrotnie pisze „zaoczyć” zamiast „zobaczyć”. Z drugiej strony Autor odnosi się krytycznie do pewnych teorii czy eksperymentów, o których wiemy, że były niewiarygodne, jednak do dziś często są bronione (np. wyprawa Thora Heyerdahla). Całość czyta się dość dobrze, więc jednak raczej na plus.

piątek, 27 marca 2026

J. Elledge, Granice świata


Granica to jeden z najważniejszych wynalazków ludzkości. Polityczne linie graniczne towarzyszą ludzkości od zarania jej historii i choć dziś różnie je oceniamy (jedni chcą je likwidować, inni umacniać), najprawdopodobniej istnieć będą tak długo jak i ona. Tym właśnie problemom poświęcona jest popularna, potoczyście i ze sporą dozą poczucia humoru napisana książka Jonna Elledge’a. Angielski dziennikarz opowiada o tym, jak linie rysowane na mapach potrafią zmieniać historię. Składające się na ten tom rozdziały-eseje można czytać po kolei od pierwszego do ostatniego, można je też mieszać, przeskakiwać, układać w dowolnej kolejności, można też czytać zupełnie wybiórczo. To Ty, Czytelniku, decydujesz.

A tekst, jak sądzę, spodoba się miłośnikom historii, kartografii czy też każdemu, kto po prostu chce wiedzieć więcej o świecie.

I pamiętajcie, że z kodem OHISTORII od 1 kwietnia dostaniecie 25% rabatu od cen katalogowych na wszystkie książki Wydawnictwo Naukowe PWN dostępne na stronie https://ksiegarnia.pwn.pl/

czwartek, 19 lutego 2026

D. Dunn, Zagubiony wątek


 „Postawiłam sobie za cel napisanie książki, która obroni się jako nowa historia starożytnego świata i będzie podkreślać w nim rolę kobiet. To nie jest książka o kobietach, lecz historia starożytności napisana przez pryzmat kobiet w takim stopniu, w jakim to było możliwe”, deklaruje Daisy Dunn, filolożka klasyczna z wykształcenia, zawodowo felietonistka, autorka „Zagubionego wątku”.

Na ile to się udało? Szczerze mówiąc, mam mieszane uczucia. Bo ostatecznie wyszło trochę… nijako. Jest to popularna i uproszczona opowieść o grecko-rzymskich dziejach starożytnych, w którą wplecione zostały, bardzo ogólnie rzecz ujmując, wątki kobiece, ponoć dotychczas zagubione. Ale z pewnością nie jest to nowa historia świata starożytnego ani nawet tej jego części, o której pisze Autorka.

Czy rzeczywiście odkrywamy wraz z Daisy Dunn jakąś brakującą część opowieści o starożytności Grecji i Rzymu? Nie będzie chyba zaskoczenia, gdy powiem, że wydawcy składali obietnice na wyrost. Brak tu bowiem nowych źródeł czy zdumiewających interpretacji, czy w zasadzie czegokolwiek, co byłoby niemożliwe do odnalezienia w dotychczasowej literaturze dla przeciętnego miłośnika historii. Być może swego rodzaju nowością jest splot nieco ciaśniej wiążący ów „zagubiony wątek” z dziejami powszechnymi, trudno jednak mówić o jakimś zasadniczym, fundamentalnym zwrocie w tym zakresie. 

Tym bardziej, że opracowań dotyczących „historii kobiecej”, zarówno popularnych (jak choćby wydane w Polsce w 2024 r. „Kobiety imperium rzymskiego. 21 zapomnianych historii” E. Southon), jak i naukowych (R. Pernoud, P. Veyne, M. Beard, J.-P. Roux, by wymienić tylko kilka najbardziej znanych nazwisk) powstało już naprawdę wiele. Moja prywatna biblioteczka z tego zakresu, chronologicznie od starożytności do wczesnej nowożytności, liczy już około 100 woluminów, a wciąż ukazują się nowe pozycje. Nie ma więc potrzeby udawania, że wyważa się jakieś drzwi, ponieważ są one już szeroko otwarte. Rozumiem oczywiście, że książka musi się sprzedać, ale tromtadracja w anonsach jest z mojego punktu widzenia niepotrzebna.

Autorka dość swobodnie miesza w swojej opowieści historię, literaturę i mitologię. W związku z tym, choć zasadniczo tekst ma charakter popularny, to jednak lektura wymaga sporej dozy czujności, by nie pogubić się, kiedy mowa jest o faktach historycznych, a kiedy o wydarzeniach mitycznych czy literackich. Niestety czasami samej Autorce mylą się te porządki (np. gdy bezkrytycznie opiera się na Herodocie), zdarzają jej się też nieścisłości (np. w historii Tarpei; jest to szczególnie uderzające, ponieważ skoro to kobiety są głównymi bohaterkami tej opowieści, to błędy w ich biografiach są dyskwalifikujące dla całości). Przydałoby się zatem trochę więcej staranności w opracowywaniu materiału.

Gender studies to bardzo ważny obszar badań humanistycznych, dzięki któremu możemy m.in. lepiej zrozumieć, jak działa społeczeństwo. „Zagubiony wątek” nie jest złą książką z tego zakresu i zapewne może spełniać rolę popularyzatorską, jednak nie będę ukrywał, że mnie ta lektura dość zmęczyła.