czwartek, 19 lutego 2026

D. Dunn, Zagubiony wątek


 „Postawiłam sobie za cel napisanie książki, która obroni się jako nowa historia starożytnego świata i będzie podkreślać w nim rolę kobiet. To nie jest książka o kobietach, lecz historia starożytności napisana przez pryzmat kobiet w takim stopniu, w jakim to było możliwe”, deklaruje Daisy Dunn, filolożka klasyczna z wykształcenia, zawodowo felietonistka, autorka „Zagubionego wątku”.

Na ile to się udało? Szczerze mówiąc, mam mieszane uczucia. Bo ostatecznie wyszło trochę… nijako. Jest to popularna i uproszczona opowieść o grecko-rzymskich dziejach starożytnych, w którą wplecione zostały, bardzo ogólnie rzecz ujmując, wątki kobiece, ponoć dotychczas zagubione. Ale z pewnością nie jest to nowa historia świata starożytnego ani nawet tej jego części, o której pisze Autorka.

Czy rzeczywiście odkrywamy wraz z Daisy Dunn jakąś brakującą część opowieści o starożytności Grecji i Rzymu? Nie będzie chyba zaskoczenia, gdy powiem, że wydawcy składali obietnice na wyrost. Brak tu bowiem nowych źródeł czy zdumiewających interpretacji, czy w zasadzie czegokolwiek, co byłoby niemożliwe do odnalezienia w dotychczasowej literaturze dla przeciętnego miłośnika historii. Być może swego rodzaju nowością jest splot nieco ciaśniej wiążący ów „zagubiony wątek” z dziejami powszechnymi, trudno jednak mówić o jakimś zasadniczym, fundamentalnym zwrocie w tym zakresie. 

Tym bardziej, że opracowań dotyczących „historii kobiecej”, zarówno popularnych (jak choćby wydane w Polsce w 2024 r. „Kobiety imperium rzymskiego. 21 zapomnianych historii” E. Southon), jak i naukowych (R. Pernoud, P. Veyne, M. Beard, J.-P. Roux, by wymienić tylko kilka najbardziej znanych nazwisk) powstało już naprawdę wiele. Moja prywatna biblioteczka z tego zakresu, chronologicznie od starożytności do wczesnej nowożytności, liczy już około 100 woluminów, a wciąż ukazują się nowe pozycje. Nie ma więc potrzeby udawania, że wyważa się jakieś drzwi, ponieważ są one już szeroko otwarte. Rozumiem oczywiście, że książka musi się sprzedać, ale tromtadracja w anonsach jest z mojego punktu widzenia niepotrzebna.

Autorka dość swobodnie miesza w swojej opowieści historię, literaturę i mitologię. W związku z tym, choć zasadniczo tekst ma charakter popularny, to jednak lektura wymaga sporej dozy czujności, by nie pogubić się, kiedy mowa jest o faktach historycznych, a kiedy o wydarzeniach mitycznych czy literackich. Niestety czasami samej Autorce mylą się te porządki (np. gdy bezkrytycznie opiera się na Herodocie), zdarzają jej się też nieścisłości (np. w historii Tarpei; jest to szczególnie uderzające, ponieważ skoro to kobiety są głównymi bohaterkami tej opowieści, to błędy w ich biografiach są dyskwalifikujące dla całości). Przydałoby się zatem trochę więcej staranności w opracowywaniu materiału.

Gender studies to bardzo ważny obszar badań humanistycznych, dzięki któremu możemy m.in. lepiej zrozumieć, jak działa społeczeństwo. „Zagubiony wątek” nie jest złą książką z tego zakresu i zapewne może spełniać rolę popularyzatorską, jednak nie będę ukrywał, że mnie ta lektura dość zmęczyła.

wtorek, 10 lutego 2026

A.R. Hołasek, Ideały życia codziennego chrześcijan na Wschodzie


Problematyka życia codziennego chrześcijan w późnym antyku pozostaje istotnym obszarem dociekań naukowych, podejmowanych zarówno przez badaczy specjalizujących się w historii tego okresu, jak i przez historyków Kościoła oraz archeologów, dla których stanowi ona kluczowy element rekonstrukcji realiów społeczno kulturowych epoki. Stanowi również przedmiot naturalnego zainteresowania licznych pasjonatów oraz wiernych, dla których chrześcijaństwo pozostaje żywą i aktualnie przeżywaną rzeczywistością.

Andrzej R. Hołasek w swojej znakomitej monografii podjął się badania tej problematyki, skupiając się na wschodnich wspólnotach wczesnochrześcijańskich (Egipt, Azja Mniejsza, północno-zachodnia Syria) w IV i V wieku. Autor przedstawia, w jaki sposób funkcjonowała wspólnota chrześcijańska tego okresu, poczynając od tego, kto i w jaki sposób mógł zostać biskupem czy też kapłanem niższego stopnia, a na obowiązkach jej świeckich członków kończąc oraz pokazuje, jak regulowane było życie powszednie społeczności.


Dla czytelników, którzy chcą się dowiedzieć, skąd w ogóle wiemy, jak to życie wyglądało, szczególnie ciekawy będzie przegląd źródeł, z których korzystał Autor.

Podstawą jego analiz są różnego rodzaju regulacje prawne i zalecenia spisywane przez biskupów, uczonych teologów czy wczesnochrześcijańskie autorytety. Musimy wszakże przy tym pamiętać, że badając tego rodzaju teksty normatywne możemy wyciągać pewne wnioski odnośnie do praktyk życia codziennego, jednakże dokumenty takie mogą obrazować jego bogactwo tylko w ograniczonym zakresie. To oczywiście nie jest zarzut pod adresem opracowania czy jego Autora, niemniej musimy brać to pod uwagę w czasie lektury.

piątek, 16 stycznia 2026

A. Piskor, Siedem ekscelencji i jedna dama

 

„Podczas bankietu z okazji wieloletniej działalności Franciszka Smolki na stanowisku przewodniczącego parlamentu austriackiego Dzieduszycki wygłosił słynną mowę, która ubawiła wszystkich obecnych.
- Starożytni Grecy – uroczyście powiedział wstając i trzymając w ręku kielich wina – wierzyli, że jeśli nowo narodzone dziecko muza ucałuje w czoło, to wyrośnie z niego mędrzec, jeśli w usta lub oczy – słynny mówca lub znakomity malarz. Gdzież ciebie, dostojny jubilacie, musiała ucałować muza, skoro od tylu lat zasiadasz na fotelu prezydenta rady państwa?”
A. Piskor, Siedem ekscelencji i jedna dama, Warszawa 1959, s. 298.
 
„Doskonały kawał udał mu się [Dzieduszyckiemu] w czasie posiedzeń sejmu krajowego we Lwowie. Mieszkając w hotelu George’a, kiedyś wieczorem przez drzwi zastawione szafą usłyszał czyjś głos , monotonnie powtarzający jakieś słowa. Odsunął szafę i zaczął pilnie nadsłuchiwać. Okazało się, że jakiś poseł ze stańczyków cierpliwie i systematycznie „kuł” przemówienie sejmowe na jutro. Pan Wojciech skrzętnie je zanotował korzystając z kilkakrotnych powtórzeń. Nazajutrz przybył do sejmu pierwszy i pierwszy poprosił marszałka o głos. Z wielką swadą, nie posługując się prawie notatkami, gdyż pamięć miał znakomitą, wygłosił dosłownie podsłuchaną mowę. Tymczasem na pierwszej ławce siedział sąsiad z hotelu – zdziwiony i zaskoczony, wsłuchiwał się w ułożone przez siebie, lecz wypowiedziane przez kogo innego zdania. Zapewne sądził, że jeszcze śpi i że męczą go senne, ponure koszmary”.
A. Piskor, Siedem ekscelencji i jedna dama, Warszawa 1959, s. 288.

niedziela, 11 stycznia 2026

A. Jankowiak, Bestie antyku


"Bestie antyku" to kolejny przykład nieudanej, moim zdaniem, popularyzacji. Autorka w dość dziwaczny sposób tłumaczy, czym są według niej mity i to już powinno powodować zapalenie światełka alarmowego. Narracja w kolejnych rozdziałach, poświęconych odpowiednio smokom i wężom (to najobszerniejsza część tekstu), stworzeniom leśnym, wilkołakom i wampirom,  światowi podziemnemu i demonom oraz gigantom i cyklopom, jest równie pobieżna, co chaotyczna. Czytelnik, który w liceum uważał na lekcjach języka polskiego, nie dowie się z tej książki niczego nowego. Generalnie raczej nie polecam, a przejmowanie od Anny Jankowiak sposobu rozumienia i interpretowania mitów zdecydowanie odradzam.

A. Jankowiak, Bestie antyku. Potwory i demony w starożytnym świecie Greków i Rzymian, Poznań 2024

sobota, 20 grudnia 2025

Uniwersytet Civitas i promocja pseudonauki


Już ponad półtora miesiąca czekamy na erratę do książki Karoliny Opolskiej, która miała się ukazać w ciągu kilku dni. Oczywiście wszyscy mamy świadomość, że od początku te zapowiedzi należało traktować anegdotycznie, bo to po prostu kolejne kłamstwo autorki oraz wydawnictwa związane z badziewiem opublikowanym pod tytułem "Teoria spisku"

Tymczasem o wiele poważniejszą kwestią jest brak reakcji pracodawców Opolskiej, przede wszystkim Uniwersytet Civitas. Uczelnia ta udaje, że nic się nie stało, nie wydała żadnego oświadczenia (a przynajmniej niczego takiego nie udało mim się odnaleźć), Opolska nadal pracuje ze studentami (jeśli po tej aferze jest w stanie patrzeć im w oczy, to pozostaje tylko pogratulować tupetu) oraz "pełni funkcje".
 
Czy jestem zaskoczony? Nie. Czy spodziewałem się czegoś innego? Nie. Czy uczelnia powinna zareagować? Tak. Choćby z powodu zapewnień rektora co do dbałości, jaką przywiązuje do jakości kształcenia. No niestety, jakość kształcenia zależy od jakości kadry, a ta została nieco postawiona pod znakiem zapytania. Brak reakcji w tej sprawie to bardzo zły sygnał. W Akademii nie może być miejsca dla promotorów pseudonauki, o innych oszustwach związanych z "Teorią spisku" nie wspominając.

piątek, 5 grudnia 2025

A. Grafton, Mag


Trzydzieści lat temu zaczynałem pisać pracę magisterską na temat staropolskich druków z zakresu wiedzy tajemnej. Mam wrażenie, iż od tamtego czasu zainteresowanie magią i historią czarownic wśród badaczy i czytelników nie słabnie, a opracowań poświęconych czarownictwu przybywa z roku na rok.

Wydany właśnie przez Państwowy Instytut Wydawniczy „Mag” Anthony’ego Graftona nie jest jednak opowieścią w stylu „Klubu Dumas” Arturo Pérez-Revertego (w ArtRage ukazało się właśnie bibliofilskie wydanie tej znakomitej powieści, polecam). Nie ma tu więc realnego działania złych mocy w naszym świecie. „Mag” to świetnie napisane popularnonaukowe dzieło na temat późnośredniowiecznej i renesansowej magii uczonej.

Grafton pisze o takich sztukach jak astrologia czy wróżbiarstwo, ale warto podkreślić, iż będzie to pasjonująca lektura także (a może przede wszystkim) dla osób zainteresowanych historią nauki i techniki. To może być dla czytelnika zaskoczenie, ponieważ znaczna część tekstu poświęcona jest nowożytnej technice (sztukom mechanicznym) – tak nowej i wspaniałej dla współczesnych, iż wydawała im się ona sztuką magiczną. Długie passusy poświęcono także kryptografii. Humaniści, jak Leon Battista Alberti, przekonani byli, iż to ludzki umysł oraz urządzenia i maszyny, a nie zaklęcia, „stanowią największe źródła ludzkiej potęgi” i wyśmiewali wiarę w demoniczne moce. 

Summa summarum, pysznie się to czyta. Ja m.in. znalazłem kilka ciekawych wskazówek dotyczących późnośredniowiecznych rękopisów. I sądzę, że żaden miłośnik historii, który sięgnie po tę książkę, nie będzie zawiedziony (o ile oczywiście nie poszukuje podręcznika czarnej magii).