wtorek, 28 kwietnia 2026

T. Rożek, Władza, pieniądze, nauka

 

Nauka nie ma łatwych odpowiedzi na wszystkie pytania, niemniej jest najlepszym narzędziem, jakim dysponujemy, służącym do poznawania świata. Niestety tak jak wszystkie wytwory ludzkiej kultury, także i ona bywa wykorzystywana w złych celach. Czasem rodzą się wokół niej patologie. Istnieją ludzie i grupy, które traktują naukę instrumentalnie, wykorzystując ją do osiągania doraźnych korzyści finansowych, wspierania własnych przekonań ideologicznych lub realizowania celów politycznych. Rezultaty są szkodliwe, a często wręcz zabójcze zarówno dla ludzi, jak i dla całego środowiska naturalnego.
 
Techniki manipulacji nauką bywają różne, np. generuje się nieistniejący spór naukowy (jak w przypadku lobbowania na rzecz przemysłu tytoniowego, w obronie którego powołano specjalny pseudonaukowy instytut mający przedstawiać alternatywne wyniki badań i bronić koncerny przed faktami [sic!] wynikającymi z badań naukowych). Nieuczciwi naukowcy, czy też osoby jedynie udające naukowców, przedstawiają sfabrykowane dane, nierzetelne opinie, manipulują wynikami testów, ukrywają fakty i niekorzystne wyniki badań. Niejednokrotnie nauka przegrywa z korupcją, wielkim biznesem, polityką czy ideologią. Tam, gdzie w grę wchodzą władza oraz interesy finansowe, nauka często zostaje pozbawiona realnych możliwości oddziaływania.
 
Przykładów takich skandalicznych sytuacji, jak te zgromadzone w książce Tomasza Rożka, można byłoby podać oczywiście znacznie więcej (zainteresowanych odsyłam do książki Toma Phillipsa „Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko”; szczególnie polecam historię zastosowania ołowiu jako domieszki do benzyny). Jednak zamysłem Autora było przedstawienie mechanizmu manipulacji nauką, nie zaś wyczerpującego katalogu zdarzeń. Konkluzja pozostaje jednoznaczna: lekceważenie nauki i opinii ekspertów prowadzi do tragicznych konsekwencji. A nauka, choć bywa niedoskonała, pozostaje najlepszym narzędziem, jakim dysponujemy, by zaspokajać naszą ciekawość, poznawać rzeczywistość w całej jej złożoności, czynić nasze życie lepszym i próbować chronić planetę, która jest naszym jedynym domem.
 
Pseudonauka to chwast wyrastający z wielu korzeni. Chciwość jest jednym z nich. I o tym też jest ta książka.

sobota, 28 marca 2026

A. Kantorysiński, Morskie wyprawy przez stulecia


 Nowość, bardzo ładnie wydana, w twardej oprawie, na dobrym papierze i ze świetnymi ilustracjami i mapkami (co jest zdecydowanie atutem tej książki). Tekst na poziomie bardzo popularnym czy wręcz potocznym, napisany ze szczególnym temperamentem, z dużą dozą ironii i rubasznego poczucia humoru oraz odniesieniami do elementów współczesności (np. „ciemny lud wszystko kupi”). Zdarzają się błędy merytoryczne (np. Egipt w epoce napoleońskiej nie był już od prawie 300 lat państwem mameluckim) czy literówki (np. marka amerykańskich samochodów terenowych to Hummer, nie Hammer). Są też swego rodzaju dziwactwa czy anachronizmy językowe – Kantorysiński wielokrotnie pisze „zaoczyć” zamiast „zobaczyć”. Z drugiej strony Autor odnosi się krytycznie do pewnych teorii czy eksperymentów, o których wiemy, że były niewiarygodne, jednak do dziś często są bronione (np. wyprawa Thora Heyerdahla). Całość czyta się dość dobrze, więc jednak raczej na plus.

piątek, 27 marca 2026

J. Elledge, Granice świata


Granica to jeden z najważniejszych wynalazków ludzkości. Polityczne linie graniczne towarzyszą ludzkości od zarania jej historii i choć dziś różnie je oceniamy (jedni chcą je likwidować, inni umacniać), najprawdopodobniej istnieć będą tak długo jak i ona. Tym właśnie problemom poświęcona jest popularna, potoczyście i ze sporą dozą poczucia humoru napisana książka Jonna Elledge’a. Angielski dziennikarz opowiada o tym, jak linie rysowane na mapach potrafią zmieniać historię. Składające się na ten tom rozdziały-eseje można czytać po kolei od pierwszego do ostatniego, można je też mieszać, przeskakiwać, układać w dowolnej kolejności, można też czytać zupełnie wybiórczo. To Ty, Czytelniku, decydujesz.

A tekst, jak sądzę, spodoba się miłośnikom historii, kartografii czy też każdemu, kto po prostu chce wiedzieć więcej o świecie.

I pamiętajcie, że z kodem OHISTORII od 1 kwietnia dostaniecie 25% rabatu od cen katalogowych na wszystkie książki Wydawnictwo Naukowe PWN dostępne na stronie https://ksiegarnia.pwn.pl/

czwartek, 19 lutego 2026

D. Dunn, Zagubiony wątek


 „Postawiłam sobie za cel napisanie książki, która obroni się jako nowa historia starożytnego świata i będzie podkreślać w nim rolę kobiet. To nie jest książka o kobietach, lecz historia starożytności napisana przez pryzmat kobiet w takim stopniu, w jakim to było możliwe”, deklaruje Daisy Dunn, filolożka klasyczna z wykształcenia, zawodowo felietonistka, autorka „Zagubionego wątku”.

Na ile to się udało? Szczerze mówiąc, mam mieszane uczucia. Bo ostatecznie wyszło trochę… nijako. Jest to popularna i uproszczona opowieść o grecko-rzymskich dziejach starożytnych, w którą wplecione zostały, bardzo ogólnie rzecz ujmując, wątki kobiece, ponoć dotychczas zagubione. Ale z pewnością nie jest to nowa historia świata starożytnego ani nawet tej jego części, o której pisze Autorka.

Czy rzeczywiście odkrywamy wraz z Daisy Dunn jakąś brakującą część opowieści o starożytności Grecji i Rzymu? Nie będzie chyba zaskoczenia, gdy powiem, że wydawcy składali obietnice na wyrost. Brak tu bowiem nowych źródeł czy zdumiewających interpretacji, czy w zasadzie czegokolwiek, co byłoby niemożliwe do odnalezienia w dotychczasowej literaturze dla przeciętnego miłośnika historii. Być może swego rodzaju nowością jest splot nieco ciaśniej wiążący ów „zagubiony wątek” z dziejami powszechnymi, trudno jednak mówić o jakimś zasadniczym, fundamentalnym zwrocie w tym zakresie. 

Tym bardziej, że opracowań dotyczących „historii kobiecej”, zarówno popularnych (jak choćby wydane w Polsce w 2024 r. „Kobiety imperium rzymskiego. 21 zapomnianych historii” E. Southon), jak i naukowych (R. Pernoud, P. Veyne, M. Beard, J.-P. Roux, by wymienić tylko kilka najbardziej znanych nazwisk) powstało już naprawdę wiele. Moja prywatna biblioteczka z tego zakresu, chronologicznie od starożytności do wczesnej nowożytności, liczy już około 100 woluminów, a wciąż ukazują się nowe pozycje. Nie ma więc potrzeby udawania, że wyważa się jakieś drzwi, ponieważ są one już szeroko otwarte. Rozumiem oczywiście, że książka musi się sprzedać, ale tromtadracja w anonsach jest z mojego punktu widzenia niepotrzebna.

Autorka dość swobodnie miesza w swojej opowieści historię, literaturę i mitologię. W związku z tym, choć zasadniczo tekst ma charakter popularny, to jednak lektura wymaga sporej dozy czujności, by nie pogubić się, kiedy mowa jest o faktach historycznych, a kiedy o wydarzeniach mitycznych czy literackich. Niestety czasami samej Autorce mylą się te porządki (np. gdy bezkrytycznie opiera się na Herodocie), zdarzają jej się też nieścisłości (np. w historii Tarpei; jest to szczególnie uderzające, ponieważ skoro to kobiety są głównymi bohaterkami tej opowieści, to błędy w ich biografiach są dyskwalifikujące dla całości). Przydałoby się zatem trochę więcej staranności w opracowywaniu materiału.

Gender studies to bardzo ważny obszar badań humanistycznych, dzięki któremu możemy m.in. lepiej zrozumieć, jak działa społeczeństwo. „Zagubiony wątek” nie jest złą książką z tego zakresu i zapewne może spełniać rolę popularyzatorską, jednak nie będę ukrywał, że mnie ta lektura dość zmęczyła.

wtorek, 10 lutego 2026

A.R. Hołasek, Ideały życia codziennego chrześcijan na Wschodzie


Problematyka życia codziennego chrześcijan w późnym antyku pozostaje istotnym obszarem dociekań naukowych, podejmowanych zarówno przez badaczy specjalizujących się w historii tego okresu, jak i przez historyków Kościoła oraz archeologów, dla których stanowi ona kluczowy element rekonstrukcji realiów społeczno kulturowych epoki. Stanowi również przedmiot naturalnego zainteresowania licznych pasjonatów oraz wiernych, dla których chrześcijaństwo pozostaje żywą i aktualnie przeżywaną rzeczywistością.

Andrzej R. Hołasek w swojej znakomitej monografii podjął się badania tej problematyki, skupiając się na wschodnich wspólnotach wczesnochrześcijańskich (Egipt, Azja Mniejsza, północno-zachodnia Syria) w IV i V wieku. Autor przedstawia, w jaki sposób funkcjonowała wspólnota chrześcijańska tego okresu, poczynając od tego, kto i w jaki sposób mógł zostać biskupem czy też kapłanem niższego stopnia, a na obowiązkach jej świeckich członków kończąc oraz pokazuje, jak regulowane było życie powszednie społeczności.


Dla czytelników, którzy chcą się dowiedzieć, skąd w ogóle wiemy, jak to życie wyglądało, szczególnie ciekawy będzie przegląd źródeł, z których korzystał Autor.

Podstawą jego analiz są różnego rodzaju regulacje prawne i zalecenia spisywane przez biskupów, uczonych teologów czy wczesnochrześcijańskie autorytety. Musimy wszakże przy tym pamiętać, że badając tego rodzaju teksty normatywne możemy wyciągać pewne wnioski odnośnie do praktyk życia codziennego, jednakże dokumenty takie mogą obrazować jego bogactwo tylko w ograniczonym zakresie. To oczywiście nie jest zarzut pod adresem opracowania czy jego Autora, niemniej musimy brać to pod uwagę w czasie lektury.

piątek, 16 stycznia 2026

A. Piskor, Siedem ekscelencji i jedna dama

 

„Podczas bankietu z okazji wieloletniej działalności Franciszka Smolki na stanowisku przewodniczącego parlamentu austriackiego Dzieduszycki wygłosił słynną mowę, która ubawiła wszystkich obecnych.
- Starożytni Grecy – uroczyście powiedział wstając i trzymając w ręku kielich wina – wierzyli, że jeśli nowo narodzone dziecko muza ucałuje w czoło, to wyrośnie z niego mędrzec, jeśli w usta lub oczy – słynny mówca lub znakomity malarz. Gdzież ciebie, dostojny jubilacie, musiała ucałować muza, skoro od tylu lat zasiadasz na fotelu prezydenta rady państwa?”
A. Piskor, Siedem ekscelencji i jedna dama, Warszawa 1959, s. 298.
 
„Doskonały kawał udał mu się [Dzieduszyckiemu] w czasie posiedzeń sejmu krajowego we Lwowie. Mieszkając w hotelu George’a, kiedyś wieczorem przez drzwi zastawione szafą usłyszał czyjś głos , monotonnie powtarzający jakieś słowa. Odsunął szafę i zaczął pilnie nadsłuchiwać. Okazało się, że jakiś poseł ze stańczyków cierpliwie i systematycznie „kuł” przemówienie sejmowe na jutro. Pan Wojciech skrzętnie je zanotował korzystając z kilkakrotnych powtórzeń. Nazajutrz przybył do sejmu pierwszy i pierwszy poprosił marszałka o głos. Z wielką swadą, nie posługując się prawie notatkami, gdyż pamięć miał znakomitą, wygłosił dosłownie podsłuchaną mowę. Tymczasem na pierwszej ławce siedział sąsiad z hotelu – zdziwiony i zaskoczony, wsłuchiwał się w ułożone przez siebie, lecz wypowiedziane przez kogo innego zdania. Zapewne sądził, że jeszcze śpi i że męczą go senne, ponure koszmary”.
A. Piskor, Siedem ekscelencji i jedna dama, Warszawa 1959, s. 288.