czwartek, 17 września 2026

M. Samp, Kryminalne dzieje Piastów


Przez dłuższy czas na różnych Facebookowych stronach i grupach napotykałem informacje dotyczące najnowszej książki Mariusza Sampa „Kryminalne dzieje Piastów”. Ów sensacyjny tytuł od początku wzbudzał we mnie mieszane uczucia, obawiałem się bowiem, iż może to być kolejna książka ciekawostkowo-historyczna, nastawiona raczej na wzbudzanie niezdrowych emocji niż na rzetelne opowiadanie o przeszłości, a takie publikacje staram się omijać. Gdy więc Autor odezwał się do mnie z propozycją przesłania egzemplarza, nie ukrywałem swojego ambiwalentnego nastawienia. Mój sceptycyzm jednak go nie zniechęcił i książkę mi podarował. No i powiem tyle: warto było ją przeczytać.
 
O tej publikacji napisano chyba już wszystko, analizując ją z każdej strony. Jest to popularyzatorska opowieść o dziejach Piastów, ze szczególnym uwzględnieniem wątków kryminalnych. Można postawić pytanie, czy rzeczywiście trup ściele się w niej gęsto, a dzieje tej dynastii są w jakikolwiek sposób wyjątkowe? Otóż – niestety dla poszukiwaczy sensacji – nie. Ani nie ma tu niczego niezwykłego, ani czytelnik zorientowany co nieco w dziejach Polski piastowskiej nie dowiaduje się niczego zaskakującego*. Taka była epoka, zaś we wstępie sam Autor słusznie podkreśla, iż prezentyzm – ocenianie wydarzeń z przeszłości ze współczesnej perspektywy – jest błędem. Nie ma sensu zatem doszukiwanie się w tych mrocznych kartach dziejów jakiegoś wyjątkowego ewenementu. 
 
Na plus trzeba zaliczyć, że także sam Autor się go nie doszukuje, a w zakończeniu stwierdza wręcz, że to, o czym pisze, nie było niczym niezwykłym. Kwestią dyskusyjną pozostaje, czy rzeczywiście jakimś piastowskim wyróżnikiem była różnorodność popełnianych zbrodni. Rzecz to mocno wątpliwa. Od zarania dziejów w żadnym chyba przedmiocie wyobraźnia ludzka nie sięgała takich wyżyn wyrafinowania jak w obmyślaniu sposobów dręczenia bliźnich i odbierania im życia. Rzekłbym więc, że pod tym względem, jeśli chcielibyśmy prowadzić jakieś porównania i zestawiać rankingi wymyślnych egzekucji, w naszym przypadku wręcz powiewa nudą i monotonią. Nie zmienia tego nawet klatka, w której Głogowczyk przez kilka miesięcy przetrzymywał Henryka Brzuchatego.
 
Zresztą w książce najczęściej mowa nie tyle o przestępstwach przeciwko życiu ludzkiemu w rozumieniu dzisiejszego kodeksu karnego, co po prostu o surowym średniowiecznym wymiarze sprawiedliwości. Pamiętając o tym kontekście, nie sposób zarzucać Piastom jakiejś szczególnej krwiożerczości. Dlatego sądzę, iż sensacyjny tytuł dzieła, zrozumiały z marketingowego punktu widzenia, niezbyt precyzyjnie odpowiada treści omawianego tomu. Dzieje kryminalne to tylko część obrazu. W szeregu przypadków jest po prostu zbrodnia i jest kara za nią, wymierzana na ogół podług obowiązujących ówcześnie standardów. Ba, przynajmniej raz nawet sam Autor wspomina, że biorąc pod uwagę ciężar przewinienia, kara mogłaby być sroższa (oślepienie zamiast śmierci). Pamiętać trzeba także, że to nie tylko Piastowie mordowali, ale także oni padali ofiarami tortur i mordów. Czy dzisiejszego czytelnika może to szokować? Tak. Czy powinno dziwić? Nie.
 
W związku z tym nasuwa mi się refleksja, iż gdy w książce o bitwie pod Mohácsem użyłem frazy, iż przeciwko Osmanom do walki stawała niedoświadczona armia węgierska, która „nigdy wcześniej nie wąchała smrodu wyprutych flaków” na polu bitwy, wzbudziło to opór pierwszych czytelników. Ale to było w 2009-2010 roku. Dziś już pisze się inaczej i chyba trzeba się z tym pogodzić. Uwaga odbiorców jest dobrem najbardziej deficytowym i wszyscy szukamy sposobów na to, by ją przyciągnąć.
 
Szczęśliwie Samp nie stawia żadnych kontrowersyjnych tez, trzyma się tego, co ustalone w historiografii. Jego książka jest nieźle udokumentowana i osadzona w literaturze przedmiotu.
 
Na minus zaliczyć niestety trzeba błędy językowe (np. „Przyłączając się do spisku Bolesława Rogatki, kierowała nimi chęć zemsty”, s. 222 czy „na wszelki możliwy sposób” użyte wielokrotnie) oraz, co gorsza, terminologiczne (np. Kosmas nie był zwykłym skrybą, jak czytamy na s. 105).
 
Ogólny bilans jednak jest korzystny i sądzę, że dzieło Mariusza Sampa w swojej kategorii broni się samo. Jeśli jeszcze nie czytaliście, sięgajcie po nie śmiało.
 
*No dobrze, przyznam się: w czasie lektury wielokrotnie przypominały mi się komiksy z cyklu „Początki państwa polskiego” według scenariusza Barbary Seidler, wydawane w pierwszej połowie lat 1980., w których różne okrucieństwa były nie tylko wspomniane, ale też narysowane, a którymi zaczytywałem się jeszcze w szkole podstawowej. Zawsze żałowałem, że wydano tylko cztery tomy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz